F I R E 1.1.

FireRuiny.

Ciemne kamienie lśniące od deszczu, pokryte ciemnozieloną roślinnością pnącą. Panował tu okropny chłód i mrok. W powietrzu wyczuć można było niebezpieczeństwo. Kolejne dreszcze przeszyły moje ciało. Ale wciąż widziałam wyciągnięte przed siebie własne dłonie, na które wciąż nieubłaganie siąpił zimny deszcz, a wiatr jeszcze bardziej potęgował poczucie zimna wokół. Moje palce jednak lśniły jak gdyby własnym światłem od wewnątrz. I pomimo dreszczy, czułam także ciepło gdzieś w środku. Budowało się we mnie stopniowo.

Przede mną klęczał mężczyzna.

Cofał się coraz bardziej w stronę zniszczonego budynku, niegdyś pewnie jakieś rezydencji. Krzyczał z przerażenia. Błagał o litość. Ale ja wiedziałam tylko, że zasłużył na karę. Podciągał się, ciągnąć za sobą swoje pokaleczone nogi. Czułam wszechobecny swąd spalenizny. Słodki zapach wdzierał się w moje nozdrza, dusząc.

Po raz kolejny mężczyzna krzyknął, odrzucając od siebie kolejne spalone ciało. Pokrywały one całą podłogę w pomieszczeniu. Czułam, że miałam w tym swój udział. Otworzyłam usta, wyszeptując jakieś dziwnie brzmiące słowa. Nie znałam ich znaczenia, ani dlaczego je wypowiadam. Mężczyzna przede mną przeraźliwie krzyknął. Pomimo deszczu jego ciało stanęło w jasnych płomieniach. Moje dłonie stawały się coraz bardziej ciepłe, ale ja patrzyłam jedynie na wijące się przede mną ciało. Wciąż krzyczał i rzucał się na boki, jak gdyby miało mu to pomóc.

Nikt go nie uratuje.

Pomoc nigdy nie nadejdzie. Dla żadnego z nas.

Wszyscy jesteśmy straceni, a piekło dopiero nadejdzie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s