Mroczni. Nadia–Rozdział 3.

Tenebris, maj

Weszłam ponownie do ogromnej kuchni. Było tu tak jasno i przestrzennie. Jack usiadł na takim okrągłym siedzisku, który Gigi nazwała hokerem. Nie wiem, skąd się ta nazwa wzięła, ale nie zdążyłam zapytać, gdyż zostałam zaciągnięta natychmiast na górę po ślicznie drewnianych schodach. Na wprost była sympatyczna łazienka z małą wanną, w której już chciałam się położyć. Gigi jednak narzekała na Connora za zbyt małą ilość kosmetyków i miejsca na nie, potem w sypialni także narzekała na ilość poduszek, zaduch. W sumie to na wszystko praktycznie. Ja jednak byłam pod ogromnym wrażeniem. To wszystko miało być tylko moje. Sypialnia, na lewo od schodów, lekko schowana od wzroku osoby stojącej w progu tego wspaniałego domu, była jeszcze większa od tej, którą miałam u Gigi, a połowę pomieszczenia stanowiło samo łóżko ogromnych, królewskich rozmiarów. Do tego jeszcze miałam w rogu szafę i komodę. Nie było tu ozdób, które bardzo chciała moja opiekunka, ale mi pasował ten klimat. Wszystko w ciepłych barwach i drewnie. Uśmiechnęłam się do Connora, który jedynie stał w progu i się przyglądał, z rękoma mocno ściśniętymi na klatce, oparty o framugę drzwi.

Skinął do mnie głową, po czym zszedł na dół. Nie czekając na reakcję Gigi, podążyłam za nim chcąc samej wchłonąć atmosferę tego domu. Czułam łzy napływające mi do oczu. Nie potrafiłam nawet zrozumieć swojej reakcji, ogromu tych emocji, które mi teraz towarzyszyły. Stanęłam na ostatnim stopniu, widziałam Connora rozmawiającego z Jackiem. Nie chciałam im przerywać, ale z drugiej strony nie chciałam także stać w tym miejscu i czekać na marudzącą kobietę. Cicho stąpając, obeszłam schody, odkrywając mały schowek pod stopniami. Naprzeciwko schowka były otwarte drzwi do kolejnej łazienki. Ona także była w białych i miodowych kaflach, tu jednak nie było wanny, a sam natrysk spokojnie potrafiący pomieścić trzy osoby. Zajmował on połowę tego pomieszczenia. Dalej było pomieszczenie z pralką i suszarką oraz szafką zapewne wypełnioną chemią do prania i sprzątania. Ostatnimi pomieszczeniem za schodami był kolejny pokój z nieco mniejszym łóżkiem, dwoma komodami. Z okna widziałam cudowny widok na polanę i las za domem.

– To pokój gościnny. – krzyknęłam i odwróciłam się przestraszona, że dałam się podejść. Byłam tak zafascynowana tym miejscem, że zapomniałam, iż nie jestem tu zupełnie sama. – Spokojnie. Wszystko dobrze?

– Trochę… przytłaczające. – stwierdziłam szczerze. Nie rozumiałam, dlaczego miałabym Connora oszczędzać w prawdziwości moich emocji. Nie zasłużył przecież na kłamstwa. 

– Pokażę ci moje ulubione miejsce. – wyciągnął rękę. Nie zawahałam się nawet, podając mu swoją. Nasze palce splotły się, a mężczyzna pociągnął mnie w stronę tylnego wyjścia z domu, znajdującego się tuż przy pokoju gościnnym. Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz, odetchnęłam pełną piersią. Było tu tak spokojnie i cicho. Patrzyłam niczym zaczarowana na polanę i las za domem. Na ganku ustawiono drewnianą ławkę z poduszkami. Ale mój wzrok przykuła huśtawka przyczepiona do drzewa tuż przy domu. Już oczami wyobraźni widziałam siebie tu wieczorami, odpoczywającą po… no właśnie, nie miałam po czym jeszcze odpoczywać. Czy to odpowiednia chwila, by zapytać Connora o pracę? – Tu masz ziemię i puste skrzynki, gdybyś chciała zasadzić jakieś kwiaty. W tamtym roku Gigi z moją sąsiadką posadziły jakieś kolorowe małe kwiatki i ustawiły skrzynki na balustradzie z przodu domu. Ale nie musisz tego robić. Możesz skrzynki i ziemię schować do schowka pod schodami. – skinęłam jedynie głową. Nigdy nawet nie pomyślałam o swojej roślinności. Trzeba przecież wiedzieć, jak posadzić i przede wszystkim – dbać o nią, jak o każdą żywą istotę. Pielęgnować, karmić. Czy byłam gotowa zająć się czymkolwiek innym poza sobą? Pomału stawałam przecież na nogi, ale czy potrafiłabym zająć się kimś lub czymś innym, wymagającym opieki i uwagi? Sama wciąż jej pragnęłam.

– Ten dom jest piękny…

– Ale? – znał mnie na tyle, by wiedzieć, że było jakieś „ale”. Jak mogłoby nie być?

– Jestem tym wszystkim taka…. przytłoczona. Nie potrafię nawet nazwać tych wszystkich emocji. Chcę skakać z radości i uciekać jednocześnie. To takie dziwne.

– Spokojnie. – otulił mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Pozwalał poczuć się komfortowo i bezpiecznie. Wystarczyło mi poczuć jego ciało blisko mojego, jego zapach, by każde problemy przestawały tak naprawdę istnieć. Naprawdę mnie uspokajał. Objęłam go ramionami, splatając palce na jego plecach. Głowę położyłam na piersi, słysząc miarowe bicie serca. W tak krótkim czasie stał się mi tak bliski. Pocałował mnie w głowę, delikatnie. Zawsze był dla mnie taki delikatny i wyrozumiały. Patrzyłam na polanę za domem i czułam, że nie musiałabym tu mieszkać sama. Jak to by było mieszkać z Connorem? Widywać się codziennie i to w każdej okoliczności? Spędzać cudownie razem ciepłe, letnie wieczory tu, z tyłu domu, z kubkami parującej kawy, siedząc na tej ławce i po prostu chłonąc ten magiczny świat? – Teraz czujesz się tym przytłoczona. Ale jak tylko zostaniesz sama w tym domu, przyzwyczaisz się do niego, do tego wszystkiego.

– Nie zostaniesz tu ze mną? – jego ciało napięło się przez jedną chwilę. Czułam to doskonale. Jak gdyby moje pytanie go zaskoczyło.

– Mówiłem ci, że mieszkam w centrum, a ten dom jest i tak pusty, więc możesz tu zamieszkać. Nie będziesz sama. Niedaleko stąd mieszka moja przyjaciółka. Zostawiam ci też telefon z wgranymi najważniejszymi numerami. Będę zawsze, gdy mnie będziesz potrzebować. Ale nie, nie będziemy razem tu mieszkać. – przytuliłam się mocniej do niego. Dlaczego moje pytanie tak go zdenerwowało? Przecież mieszkałam z Gigi i ona nie wydawała się taka spięta. Może z mężczyznami jest inaczej? A może on myślał, że ja chciałam coś od niego, chciałam mu się oddać? Z pewnością nie to miałam na myśli. Ja w ogóle nie myślałam w takich kategoriach. Nie chcę z kimś dzielić mojego ciała. To niesie tylko ból i przyjemność dla mężczyzny.

            Nim jednak byłam w stanie mu to wytłumaczyć, jego ramiona znów się napięły, a chwilę przerwały otwierające się drzwi. Spojrzałam za siebie, by spotkać pytające spojrzenie Jacka. Po chwili zmarszczył brwi i wrócił do domu. Dziwny jest ten człowiek. Gigi mu ufa i twierdzi, że nigdy nie skrzywdziłby niewinnego. Kto jednak jest tym niewinnym? I kto o tym decyduje?

            Oplatające mnie ramiona, teraz odsunęły moje ciało od jego. Wróciłam spojrzeniem do Connora. Nasza chwila minęła bezpowrotnie.

– Musimy wracać. Przejdź jeszcze raz przez dom. Zrób listę, czego będziesz potrzebować. Dokupimy. W lodówce masz jedzenie. Zapewne jutro Gigi wpadnie w odwiedziny przywożąc jeszcze więcej. Kawę też masz, wiem, jak ją lubisz. – uśmiechnął się, ale to już nie był ten sam uśmiech, którym obdarzał mnie jeszcze chwilę temu. Odsunął się ode mnie nie tylko ciałem, ale zdystansował emocje. Skinęłam jedynie głową i pozwoliłam by odszedł.

            Pożegnałam wszystkich wciąż czując pustkę oplatającą mnie od środka. Zostałam sama z przytulnym, małym domkiem. Otarłam ręką łzy płynące po moich policzkach. Odpuściłam. Opadłam na kolana, wypłakując emocje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s