Mroczni. Nadia–Rozdział 2.1.

Tenebris, maj

        Usłyszałam ciche kroki na dole. Przez chwilę leżałam nieruchomo, wsłuchując się w odgłosy domu. Pierwszy miesiąc był tu dla mnie tragedią. Chociaż nie jestem pewna, kto gorzej to znosił – ja, czy moja opiekunka. Obie próbowałyśmy do siebie przywyknąć. I choć Gigi miała niesamowite pokłady cierpliwości, czułam jakbym ją zawodziła za każdym razem, gdy miałam atak paniki. Na początku cicho przemawiała. Wyciągała mnie z kątów w swym domu. Teraz jedynie daje mi chwilę, bym doszła do siebie. Nie patrzy na mnie. Nie komentuje. Czeka cierpliwie, aż sama wyjdę z kryjówki, z kąta. A i sama zauważyłam, jak bardzo mi się poprawia. Już nie chowam się przy każdych dziwnych dźwiękach dochodzących z sąsiedztwa. Ten dom przestał mnie przerażać. Nawet polubiłam dźwięk pracy drewna w domu. To, jak trzeszczą schody i antresola każdej nocy. Spodobał mi się także ten zapach. Jakże inny od kamiennej celi i łańcuchów. A przede wszystkim – od zapachu strażników.

            Podniosłam głowę. W mój nos uderzył zapach kawy. Polubiłam ją. Bardzo. Gigi stwierdziła, że niechcący stworzyła kolejnego nałogowca. Nie interesowało mnie to jednak. Smakowało, więc najchętniej sięgałabym po kolejną. To nie tak, że nie wiedziałam, czym jest ten napój. Przecież całego życia nie spędziłam w niewoli. Po prostu dopiero teraz dane mi było go spróbować. W domu rodzinnym brakowało zawsze wszystkiego. I w ogóle, jakim domu? Tego baraku nie nazwałabym domem. Czasem miałam przebłyski wspomnień. Moja matka, często owinięta jedynie szlafrokiem, z papierosem w ustach i kubkiem z pobitym uchem. Mówiła, że tam ma soczek. Ale nie byłam już taka mała, by nie wiedzieć, że zawsze tam lała sobie alkohol. Kiedyś spróbowałam, gdy akurat spała. Było obrzydliwe i plułam na przemian z płukaniem ust przez dobre pół godziny. Czasami pamiętam jednak, jak siedziała przy kawałku lustra i próbowała się malować. Twierdziła, że mężczyźni to lubią. Mówiła, że kobiety są silne, bo mężczyźni tylko przychodzą i odchodzą. Ale to kobieta musi potem znosić trudy dnia codziennego i wychowywać ich skutki uboczne. Nie nazywała mnie swym dzieckiem. Byłam skutkiem jej spotkania. Chyba nawet nie wiedziała, którego. Czasem mężczyźni przychodzili do nas – wtedy noc spędzałam na tyłach baraku, w stworzonym namiocie. Najczęściej jednak to ona wychodziła. Próbowałam sobie przypomnieć twarz matki. Ale jedyne, co mi pozostało w głowie, to ten tlący się papieros i grymas na twarzy, gdy na mnie patrzyła. Byłam jej skutkiem. Jej potworem. Nic dziwnego, że mnie sprzedała.

            Zeszłam na dół. Gigi podlewała kwiaty na parapetach i cichutko sobie śpiewała. Dziś ubrała leginsy zakończone tuż pod kolanami koronką, a do tego luźną tunikę. Włosy ułożone i spięte, teraz nabierały intensywnej barwy, oświetlane słońcem. Uwielbiałam tą kobietę. Była taka wesoła. Teraz zajęta jedynie podlewaniem kwiatów. Czasem do nich przemawiała. Mówiła, że dzięki temu lepiej rosną. Ale to przecież roślina, prawda?

– Witaj kochanie. Kawę masz w ekspresie. – skinęłam głową, choć nie mogła tego zobaczyć. Podbiegłam do kuchennej lady. Przy ekspresie postawiono dwie ogromne filiżanki, ręcznie malowane przez Gigi. Ta w słonecznych, żywych barwach była jej. Moja ulubiona pomalowana była na brązowe i złote pociągnięcia z delikatnym czarno-biało-szarym wzrokiem. Stonowana i wyjątkowa. Uwielbiałam oplatać ją dłońmi i chłonąć tą wyjątkową chwilę. – Będziemy dziś miały gości na obiad. Może być? Wolę cię zapytać, nim dam im decyzję.

– A kto ma przyjść? – zapytałam, choć nie powinno to mieć żadnego znaczenia, prawda? To jej dom i jej zasady. Gigi nie musiała nawet mnie pytać. Oczywiście, poczułam się znacznie lepiej, gdy jednak to zrobiła. Mogłam się przygotować psychicznie. Dała mi poczucie, że mam wybór i faktycznie coś tu znaczę.

– Connor  i jego…. szef. – zadrżałam. Connor wielokrotnie powtarzał podczas naszych rozmów, a także tych przeze mnie pod słyszanych, że jest jakiś ich alfa, który powinien mnie wreszcie poznać oraz że nie mogą mnie trzymać w zamknięciu. Nie rozumiałam, dlaczego nie mogłabym tu już pozostać. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s