Okiełznana–Part II

Wpatrywałam się w swoje wciąż drżące palce, ułożone teraz na nagich udach. Obracałam w nich dość grubą, skórzaną, czarną obrożę z metalowym kółkiem. Bawiłam się zapięciem, próbując uspokoić nerwy. Raz jeszcze przeanalizowałam wszystko, co przygotowałam. Półmisek z makaronem ze szpinakiem w sosie śmietanowym grzał się w piekarniku. Na stole w jadali ustawiłam jedno pełne nakrycie, śnieżnobiały talerz na Jego ulubionej podkładce, sztućce, pojedynczy kieliszek do wina. Nie ruszałam jednak alkoholu, tym zawsze zajmował się Marcin. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego do konkretnych potraw stosuje się takie, a nie inne wino. Ja po prostu piłam takie, na jakie miałam w danej chwili ochotę, zupełnie nie sprawdzając, czy pasuje do posiłku, czy też nie.

Przeciągnęłam dłonią po lekko wilgotnych włosach. Spięłam je co prawda, zanim udałam się pod prysznic, jednak klamra się otworzyła i zmoczyłam je nieco. Wycierałam ręcznikiem, jednak nie wyschły na czas. Może nie będzie miał mi tego za złe? Ubrałam czarny, skórzany gorset, wiązany czerwoną wstążką z przodu, który nie tylko podkreślał moją figurę klepsydry, ale także unosił mi odpowiednio obfity biust. Do tego stringi z koronki i czerwoną wstążeczką z przodu. Uwielbiałam go zaskakiwać bielizną. Pod gorsetem miałam ukryty złoty łańcuszek oplatający moją talię. Wiem, jak go zaskoczę tym widokiem, gdy już ściągnie ze mnie skórzaną górę stroju. Nabrałam powietrza w oczekiwaniu. Spojrzałam raz jeszcze na zegar i wiedziałam, że za chwilę powinien się zjawić. Co dziś dla mnie przygotuje? Czy wypełniłam wszystko tak, jak tego chciał? Teraz i tak nie miałabym czasu już niczego zmienić. Zagryzłam wargę, jednak szybko ją puściłam przypominając sobie o krwistoczerwonej pomadce, którą przed chwilą nałożyłam. On uwielbiał mnie w czerwonych ustach i czarnej kresce na powiekach. Uśmiechnęłam się, gdy ostatnio zobaczył nowy odcień mojej pomadki. Po tamtej nocy bolała mnie cała szczęka, a usta były spuchnięte jeszcze przez kolejny dzień. Nigdy tak często ich sobie nie używał. Być może czerwone wargi tak na niego działają? Miałam nadzieję, że dziś także będzie zadowolony.

Napięłam się, słysząc kroki na klatce schodowej. Były powolne, choć krok zdawał się być pewnym. Wiedziałam, że to Marcin. Poznałabym go po tym chodzie wszędzie. Chwilę później usłyszałam klucz w drzwiach. Zadrżałam na myśl, że za chwilę wejdzie i skończy się moja wolność. Będę jedynie ciałem, którym on pokieruje. Drzwi otworzyły się szeroko, wpuszczając tym samych chłód do mieszkania. Ponownie zadrżałam, czując, jak na nagim prawie ciele pojawia się gęsia skórka. Sutki napierały na gorset boleśnie. Z chłodu, czy oczekiwania? Spuściłam wzrok. W otwartych dłoniach na udach, leżała obroża. Drzwi zatrzasnęły się cicho. Męskie, eleganckie czarne buty pojawiły się w moim polu widzenia. Drgnęłam, ale nie podniosłam wzroku. Stał nade mną jeszcze przez moment. Starałam się oddychać, choć oczekiwanie, co nastąpi za moment sprawiało, że cała drżałam lekko. Poczułam jego dłoń na mojej głowie. Głaskał mnie? Dlaczego? Czy to dobrze, czy jednak początek mojej kary? Czasem nie wiedziałam, jak mam interpretować jego zachowanie. Mruknął coś pod nosem i odszedł. Wypuściłam drżąco powietrze, czekając dalej. Nie odważyłam się podnieść wzroku na wszelki wypadek, gdyby jednak mnie obserwował. Słyszałam, jak odkłada aktówkę na komodę, pewnie obok mojej torebki i krząta się po pomieszczeniu. Mogłam się jedynie domyślać, że w tej chwili rozluźniał krawat, zsuwał marynarkę. A być może już odpiął spodnie. Wciąż jednak siedziałam na swych nogach w przedpokoju, z plecami opartymi o ścianę, w oczekiwaniu na to, co nastąpi, godząc się tym samym na wszystko, co chciał mi dać.

Kroki. Napięłam ciało, wciągając powietrze i nie wypuszczając go. Znów w polu widzenia, tuż przed moimi złączonymi kolanami, zobaczyłam jego nogi. Tym razem nagie stopy i postrzępione, jasnobłękitne dżinsy, które tak uwielbiałam. Zwłaszcza, gdy patrzyłam na jego zgrabny tyłek, gdy w nich odchodził. I zawsze pozostawiał jeden górny guzik odpięty, bym mogła śledzić pas ciemnych włosów od pępka poniżej widoczności spodni. Pragnęłam znów rzucić okiem na ten widok, jednak bałam się podnieść wzrok i spojrzeć w jego surowe oczy. Pochylił się bez słowa, i zabrał z moich dłoni obrożę.

– W górę. – powiedział swym szorstkim, zachrypniętym lekko tonem. Zadrżałam, unosząc głowę do góry, odsłaniając szyję. Wiedziałam, że gdy zapnie mi obrożę, stracę panowanie nad swoim ciałem i losem. Zauważyłam błąkający się uśmiech w kąciku jego rzeźbionych, pełnych ust. Czekał, aż zrobię coś, przez co będzie mógł mnie ukarać. I choć miałam ogromną ochotę uśmiechnąć się do niego ze zrozumieniem jego oczekiwań, powstrzymałam ów grymas dla własnego wnętrza. Mogłabym jednak przysiąc, że wiedział doskonale o tym, co czułam. Patrzyłam zatem na cień zarostu widoczny na jego męskiej twarzy. Czując tym samym palce gładzące moją szyję tuż przed tym, jak zapiął mi na niej obrożę. Patrzył jeszcze przez chwilę, bawiąc się metalowym kółkiem z przodu. Zrobił krok w tył, podziwiając widok. Uwielbiał go, wiedziałam przecież o tym. Mimo to nie potrafiłam wciąż opanować drżenia mojego ciała. Pragnęłam jego dotyku, jego ust. Odrobiny ciepła. Nigdy jednak mi jej nie dawał. Nie, gdy zmieniał się w mojego Pana. – Stójka! – warknął, po czym nie patrząc czy faktycznie wykonam zadanie, odszedł w stronę kuchni. Nabrałam powietrza i uniosłam swoje zdrętwiałe odrobinę ciało do góry. Ręce splotłam na karku i trzymałam rozpostarte po moich bokach. Plecy oparłam o ścianę dla równowagi. Nie lubiłam tej pozycji. Ciężar ciała bowiem spoczywał na uniesionych stopach i gdyby nie ściana za mną, pewnie długo bym tak nie ustała. Nogi rozchylone maksymalnie na boki. Byłam otwarta dla jego każdego spojrzenia, jakie mógł mi rzucić. Bezbronna. Jedyne, co mogłam zrobić to patrzeć przed siebie i czekać, aż Marcinowi znudzi się ta gra.

Przeszedł przez korytarz, zamykając drzwi przede mną. Na nich celowo zamontował zakładane ogromne lustro. Teraz widziałam całą siebie w bocznym odbiciu oraz stół w jadalni. Marcina usta wygięły się w lekkim uśmiechu, po czym wrócił do kuchni. Przysłuchiwałam się uważnie, jak otwiera piekarnik, wyjmując wciąż gorący obiad. Zaniósł go do jadalni, stawiając tuż obok otwartej butelki wina i swojego nakrycia. Pojedynczego. Nie pytał, czy zjadłam tego popołudnia, ani czy jestem spragniona. Nigdy nie pytał. Nałożył sobie strawy i powoli zaczął jeść. Patrzyłam na niego w odbiciu lustra, podziwiając kręcone, krótko ścięte włosy, w które tak bardzo pragnęłam zatopić swoje palce i szarpać nimi w ekstazie. Jego piwne oczy, wciąż patrzące w lustro. Zapewne widział także i moje odbicie. Uśmiechnął się i odpił nieco z kieliszka. Mogłabym przysiąc, że zauważyłam iskrę w jego oku. Czyżby wpadł na jakiś pomysł? Zawsze powtarzał, że przełamie moje wszystkie granice. Oby nigdy nie złamał przy tym także mnie.

– Komoda, pierwsza szuflada. Przynieś czarny futerał. – i jadł sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Nie musiał tłumaczyć, która komoda. Do jego zabaw była tylko jedna. Wolnym krokiem ruszyłam w tamtym kierunku. Moje nogi drżały od wysiłku. Wiedziałam jednak, że to dopiero początek. Przekręciłam kluczyk i otworzyłam szufladę. Znajdowały się tu jednobarwne pudełka, o różnej wielkości. Każde z nich miało inną barwę. Chwyciłam czarne, małe pudełko. Moje myśli zakrzątała już zawartość tego lekkiego opakowania. Potrząsnęłam nim słysząc, jak coś uderza o ścianki. Nie miałam jednak czasu, by choćby tam zajrzeć, albo dłużej czasu spędzić w tym pokoju. Musiałam szybko wrócić do Marcina. Zasunęłam ponownie szufladę, przekręcając kluczyk i cicho, na palcach wyszłam z pokoju, podchodząc do swojego Pana. Pił wino z połowicznie zapełnionego kieliszka i przyglądał się mi uważnie. Niczym jastrząb śledzący swoją ofiarę. Poczułam dreszcz.

Usiadłam przy jego nodze, w dłoniach unosząc pudełko. Pogłaskał mnie po głowie, ale nie odezwał się. Wiedział, że nie miałam odwagi zajrzeć do środka. To miała być niespodzianka. Pytanie tylko, czy przyjemność miała przynieść mi, czy też jemu. Teraz i tak nie miał to znaczenia, prawda? Nie mogłam temu zapobiec. To znaczy miałam prawo odejść. Zawsze je miałam. Mogłam wstać, odpiąć obrożę, ubrać się i wyjść. Nie miałabym jednak już powrotu do tego miejsca, do niego i naszych relacji. A ja potrzebowałam go tak samo, jak powietrza. Potrzebowałam tego, co ze mną robił. Moje wyzwolenie.

– Wróć na miejsce. Poprzednia pozycja. – skinęłam głową i wróciłam do korytarza. Ponownie w pozycji stójki, patrzyłam jak dopija wino. Przygląda mi się uważnie. Po chwili w jednej ręce trzymał tajemnicze pudełko, w drugiej kieliszek z winem. Wstał od stołu. Nie spuszczając ze mnie spojrzenia w lustrze, podszedł bardzo powoli. Moje ciało drżało z wyczekiwania. Wiedziałam, że ma plan. Zagryzłam wargę, nie przejmując się już uszkodzeniem pomadki. Uśmiechnął się w kąciku.

Przykucnął przy mnie. Jego dłoń prześledziła rysy mojej twarzy. Jego usta były milimetry od moich. Czułam jego oddech na sobie. Mieszał się z moim, ulatującym przez uchylone usta. Nie całował. Nigdy nie pocałował mnie w takiej chwili. Jedynie drażnił. Kolejna tortura. Wiedział przecież, jak bardzo tego pragnę. Spalałam się, ale trwałam w tej samej pozycji, wdzięczna oparciu w postaci ściany. Marcin odsunął się. Po chwili kieliszek z winem był już przy moich ustach. Poił mnie. Odrobinę. A ja byłam mu wdzięczna, że daje przynajmniej ukojenie dla mojego wysuszonego gardła. Choć wciąż było mocno ściśnięte w obawie tego, co za chwilę z nami się stanie.

– Otwórz usta. – jego głos, jakże męski, teraz lekko mruczący. Patrzyłam prosto w jego podniecone oczy. Rozchyliłam usta. Słyszałam, jak nóżka kieliszka stuknęła o podłogę. Pokrywa kartonika spadła. Coś miał w dłoni, ale nie pokazał mi jednak co. Wsunął mi w usta jakiś przedmiot. – Zwilż. – wymruczał patrząc, jak zamykam usta. Czułam jakiś sznureczek, który wychodził z przedmiotu przez moje wargi, na zewnątrz. Drugi jego koniec trzymał Marcin. Przejechałam językiem po przedmiocie. Był idealnie gładki i chłodnawy. Śledziłam jego kształt. I wiedziałam już, że jest to jajko. Zadrżałam ponownie czując, jak bardzo jestem mokra na dole. Marcin uśmiechnął się, widząc rozpoznanie w moich oczach. Pociągnął za sznurek, zmuszając mnie do otwarcia ust. Nie byłam chętna, ale i nie mogłam doczekać się już tego, co będzie za chwilę.

Poczułam palce dotykające mojej płci, jeszcze okrytej koronką. Bawił się chwilę, drażniąc mnie i sprawdzając, jak bardzo jestem już gotowa. A byłam i to bardzo. Pragnęłam jego całego, a nie zabawek. Wiedziałam jednak lepiej – nigdy nic nie dostanę od razu, a na wszystko muszę zapracować. Ufałam mu i wiedziałam, że dzięki takiemu wyczekaniu i torturowaniu, doznam prawdziwego wyzwolenia. To były chwile, gdy nie martwiłam się niczym innym, poza tylko byciem razem. Liczyła się tylko ta chwila i On. Poza nami nie istniał świat.

Odchylił koronkę i drażnił mnie samym jajeczkiem. Próbowałam z całych sił nie zacząć go błagać, ani nie jęczeć. Wiedział przecież, co mi robił. Widział moją reakcję. Wciąż jednak drażnił czekając, aż złamię zasadę i się odezwę. Zmrużyłam oczy i starałam się wzrokiem wyrazić, jak bardzo go nienawidziłam w tym momencie. A przecież to dopiero początek i oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że nie wytrzymam długo w ciszy. Nie, przy jego ruchliwych palcach i tym surowym spojrzeniu.

Jednym silnym, pewnym ruchem, wsunął we mnie jajko. Sapnęłam zaskoczona. Marcin uniósł lekko brew, niemo pytając, czy wydałam jakiś dźwięk. Zagryzłam mocno wargi, by nie dać mu satysfakcji. Lekko poruszał we mnie jajeczkiem dokładnie obserwując moją reakcję. Czy chciał mnie doprowadzić tak do końca? Na sam szczyt? Bo jeśli tak, to jest na doskonałej drodze.

Zasunął koronkę ponownie, zakrywając mój skarb – teraz spragniony, napuchnięty i taki mokry. Wsunął mi palce do ust. Wylizałam, czując dokładnie swój smak. Uwielbiałam go. Nie rozumiałam oburzenia wokół tego tematu. Czy żadna inna kobieta nie lubi swojego smaku? Chociaż i tak najbardziej lubię nasze zmieszane smaki, na to jednak muszę zasłużyć.

– Nie wolno ci dojść. – i tym rozkazem zniweczył całą moją nadzieję. Jak on mógł ode mnie tego żądać, wiedząc, jak bardzo jestem pobudzona? Wrócił do stołu. Nie odrywał ode mnie wzroku w lustrze. Odpił odrobinę wina ze swojego kieliszka. Z przerażeniem spojrzałam, jak wyciągnął mały pilocik. Doskonale wiedziałam, jaka tortura mnie teraz czeka. Z lekkim uśmiechem na twarzy i premedytacją w spojrzeniu, wcisnął pierwszy przycisk. Poczułam, jak jajeczko zaczyna delikatnie drżeć we mnie, uciskając doskonale miejsca, które tak szybko doprowadzą mnie na sam skraj. Nie mogłam jednak dojść. I to była ta tortura. Pierwsza z wielu, jakie mnie czekają tej nocy. Spojrzałam błagalnie w lustro, licząc, że dostrzeże moje nieme prośby i wyzwoli mnie jednak od tej kary. On jedynie obserwował mnie, bawiąc się w jednej ręce pilotem do jajka, a w drugiej kieliszkiem z winem. Oblizałam usta. I wiedziałam jedno – ta noc będzie bardzo długa i bardzo męcząca dla mnie, a ja nie będę w stanie długo być grzeczną dziewczynką i znów złamię jego zasady.

c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s