Broken – Part 1

BrokenSiedziała przy oknie. Dłońmi obejmowała ciepły już kubek kawy. Nawet nie zauważyła, gdy jej ulubiony napój zdążył już ostygnąć. Niegdyś piła go dla przyjemności. Teraz – by znów nie zasnąć.

Patrzyła na ulicę coraz bardziej zatłoczoną przez ludzi i ich auta. Wszyscy gdzieś spieszą. Mają swoje życia. Pracę. Obowiązki. Plan dnia. Ona jednak dopiła kolejny łyk, patrząc na tych obcych ludzi, mijających jej domostwo. Czy choć na chwilę się zatrzymają? Spojrzą na nią? Dojrzą? A jeśli tak, to co zobaczą – prawdziwą ją, czy jedynie nałożoną maskę codzienności, nakładaną z obowiązku każdego jednego dnia? A wszystko, by jakoś móc funkcjonować. Odpowiadać na pytania. Uśmiechać się, kiedy trzeba. Choć stało się to jedynie przyzwyczajeniem. Grymasem zbyt często powtarzanym. Czy tak już będzie zawsze?

Komunikator po raz kolejny zasygnalizował przyjście wiadomości. Ludzie, zupełnie obcy, stali się jej jedyną pociechą każdego dnia. Nie znali jej. Nie wiedzieli, że każdego ranka walczy ze sobą. Wciąż próbując przekonać siebie, że jest sens wstawania z łóżka i planowaniu kolejnego dnia. A każdy wieczór jest ciągłą wojną ze snem. Nie mogła spać. Zamknięcie powiek oznaczało kolejny napływ wspomnień. Przetarła załzawione oczy. Czuła, jak gdyby ktoś sypnął w nie piaskiem. Jak długo już nie spała? Jaki w ogóle dziś dzień? Pokręciła głową. Nie było sensu nad tym myśleć.

Usiadła przy komputerze. Sprawdziła poszczególne strony. Zwróciła uwagę na kolejne kłamstwa szerzone w Internecie. Kolejna osoba próbująca zabłysnąć. Czy ludzie naprawdę w to wszystko wierzą? Gabriela pokręciła głową. Powstrzymała się jednak od zwrócenia innym uwagi. Wszak to dorośli ludzie. Jeśli chcą udawać kogoś, kim nigdy nie będą, dlaczego ma niszczyć ich marzenia? Wymyślane historie. Sztucznie tworzone konta na portalach. A wszystko to, by się popisywać przed innymi. Dowartościować się. I pokolorować swój nudny, szary świat. Dlaczego ludzie to robią? Czy nie mają lepszych zajęć, niż próba zwrócenia na siebie uwagi? Czy ich codzienność jest naprawdę tak nudna, że stają na rzęsach, by być w centrum uwagi i błyszczeć internetowo? Nowi autorzy. Świeży pisarze. Dorosłe osoby zachowujące się niczym nastolatki. Brak szacunku. Dwulicowość. Gabriela wyłączyła komputer. Przecież nie będzie patrzeć na kolejne popisy kobiety, której nie stać na choć odrobinę prawdy, próbującej zakrzyczeć kolejną osobę. A może ona już tak bardzo wierzy w swoje kłamstwa, że nie odróżnia fikcji od rzeczywistości?

Kartony. Jedno na drugim. Zaklejone. Przygotowane. Nareszcie zrobiła coś z Jego rzeczami. Było ich nie wiele, ale pakowała je parę dni. Miała zajęcie. I cel. Niektóre wciąż Nim pachniały. Nie potrafiła po prostu ich włożyć do kartonu. Przykładała każdą rzecz, znajdując w nich odrobinę Jego. Choćby minimalną cząsteczkę. Pamiątkę. A każdy zapach koszuli, przynosił jedynie łzy i wspomnienia. Gabriela nie chciała już pamiętać. Zabijało ją odejście Piotra. Zabijało ją nawet to, że ktoś wyrwał jej marzenia. Nie ktoś. On. Jak mógł wyrwać ich cele, pragnienia i wyrzucić w kąt? Nie była nikim. Była dla niego.

„Zawsze… Na zawsze…”

Tak sobie powtarzali często wieczorami, gdy leżeli na rozłożonej kanapie. Opowiadali o trudach dnia codziennego. Piotr często gładził delikatnie plecy i pośladki Gabrieli. Słuchając uważnie jej kolejnych anegdot z pracy. Jej pomysłów na kolejną powieść. I wieczne próby namówienia go do spisania swoich pomysłów. Miał ich tak wiele. Rozrzucone notatki w domu i w jego osobistym komputerze. A wystarczyłoby usiąść i złożyć to w całość. Jego powieść życia. Pozostawiał jednak tworzenie Jej. Gabi wiele razy próbowała złożyć jego świat. Jednak zupełnie w jego tematyce się nie czuła. Ona lubująca się w urban fantasy. On – apokaliptyczne science fiction. Ona chciała romansu paranormalnego, on natomiast walkę w przestworzach. Mimo wszystko rozumieli się bez słów. Oboje po przejściach, teraz budowali swój własny, bezpieczny świat. Tak przynajmniej wydawało się Gabrieli. Do czasu.

Spojrzała na zegarek. Pora obiadowa, a ona znów zapomniała o jedzeniu. W kuchni znalazła kromkę czerstwego chleba i smarowidło. Będzie musiało wystarczyć. Jutro zmusi się do wyjścia z domu. Trzeba będzie zrobić zakupy.

Nim zdążyła jednak ugryźć po raz kolejny kanapkę, rozdzwonił się telefon. Nie miała ostatnio szczęśliwych rozmów. Pierwsza w sprawie Piotra. Kolejne, to już rodzina i przyjaciele. Zwłaszcza ci pseudo przyjaciele. Poczuła kolejne mdłości. Sprawdziła wyświetlacz. Nieznany numer. Pewnie znów reklama lub kolejny członek rodziny. Nabrała więcej powietrza chcąc przetrwać rozmowę w spokoju. Odebrała. Po drugiej stronie damski głos. Zdenerwowany. Pytający o Jego rzeczy. Czy naprawdę ktoś chciał zabrać jej te pachnące koszule? Nie były drogie. Nic za nie nikt nie dostanie. Były teraz jej.

– Dajcie mi spokój! – krzyknęła łamiącym się głosem.

– Sprawdziłam go. Nie oszukasz mnie. Wiem, ile miał pieniędzy. Gdzie to jest?

– Nie zostawił mi żadnych pieniędzy. – bo tak było. Tylko rzeczy codziennego użytku. Rzeczy w jej mieszkaniu. Ich? Co właściwie jest jej, a co jest ich. A raczej było. Już nie jest. Od jakiegoś czasu nie jest. A miało być na zawsze.

– Mój prawnik skontaktuje się w tej sprawie. Nie chcesz polubownie, to załatwimy to inaczej. Nie dorobisz się teraz na nim. – rozłączyła się. Straszenie prawnikami na niewiele się zda. Poza wydanymi pieniędzmi tej kobiety. I tamtych też. Skąd się wzięła ta rodzina? Nie przypominam ich sobie wcześniej. I ta kobieta twierdząca, że jest jego partnerką. A może była? Wszyscy nagle chcą teraz jego pieniędzy.

Otworzyła szeroko balkon. Chłodne, zimowe powietrze owiewało jej trzęsące się ciało. Mdłości powróciły. Świeże powietrze powinno pomóc. Przejechała delikatnie dłonią po brzuchu. Czy to możliwe? Powinna jutro kupić test. Sprawdzić powód opóźnienia miesiączki. Może to jedynie stres? Emocje?

Wciąż twarzą pod wiatr. Musiała prostować ramiona i nie pozwolić sobie upaść. Jej droga stała się stroma. Ciągle pod górę. Tam zakręt. Tu dół. A jeszcze kłody wciąż rzucane pod nogi. Dokąd ona ma teraz iść ? Jaki obrać cel? Coraz bardziej brakowało jej sił. Na wszystko. Nie rozumiała, dlaczego odszedł. Potarła dłońmi twarz. Wiedziała, że musi się wziąć w garść. Musi przetrwać i funkcjonować dalej. Sama. A każdy dzień będzie mijał. Jeden za drugim. Z czasem przyzwyczai się do tej nowej rzeczywistości. I do bólu po stracie. Mówią, że czas leczy rany. Kłamią. Rany nigdy się nie goją. One wciąż są wewnątrz nas. Żywe. Tylko my uczymy się stawiać wokół nich nowe bariery. Chronić przed nimi resztę siebie. Uczymy się żyć z bólem, przytępiać go innymi sprawami, innymi emocjami. Przyzwyczajamy się.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s