Mroczni. Nadia – Rozdział 1.2.

Mroczni. Nadia– Nie chcesz tej walki. – wyszeptał. Ale nie opuścił spojrzenia. Warknęłam. – Nadia. – wywarczał rozkaz. Tak podobny. I choć moja Bestia drapała moją skórę, skuliłam się. Jako człowiek, za bardzo się bałam dominujących osób. Właściciel pokazał mi wiele razy, co się stanie, gdy nie posłucham rozkazów. Wbiłam pazury w beton pod sobą. Ale opuściłam spojrzenie. Ułożyłam głowę pomiędzy moje dłonie. Czekałam. Po chwili, która ciągnęła się w nieskończoność, poczułam ciepłe dłonie na głowie. Zadrżałam. Ale nie posunął się dalej. Nie próbował zerwać ze mnie okrycia. Nie ściskał piersi. On jedynie gładził moją głową delikatnie. A potem wsunął palce pod moją brodę i podniósł głowę do góry tak, bym znów mogła na niego patrzeć.

– Matthias żyje. Kiedy doszedł do siebie, powiedział nam o wszystkim. Powiedział, że cię tu znajdę. Prosił, byśmy po ciebie przyszli. – mówił cicho. Niemal z czułością. A jego słowa sprawiały ból. Nie chciałam tego. Nadzieja. Tak bardzo się bałam. Chciałam mu uwierzyć. Chciałam mieć nadzieję, że on mnie uwolni i sprawi, że będzie lepiej. Najważniejsze, że Matt przeżył. Musiał czuć się dobrze, skoro powiedział, gdzie jestem. Nie złamał przyrzeczenia. Obiecał, że jak znajdzie bezpieczne miejsce, wróci po mnie. Poczułam łzy spływające po policzkach.

– Teraz posłuchaj mnie uważnie. – otarł łzy z policzków swoimi kciukami. – Zdejmę łańcuchy. A ty nie zaatakujesz nikogo i nie spróbujesz uciec, dobrze? Tam nie jest jeszcze bezpiecznie. – skinęłam jedynie głową leciutko. Niby gdzie miałam uciekać? Na zewnątrz tak wiele obcych zapachów. Pewnie jego ludzie są wszędzie. Ale Matt im ufał, prawda? Inaczej by tu ich nie było.

Jego dłonie szarpnęły łańcuchy. Tynk się pokruszył. Poczułam, że już nic nie utrzymuje mnie w tym pomieszczeniu. Bestia zawyła i drgnęła. Patrzyłam na drzwi. Mogłam to zrobić. Wystarczyło wystartować. Mogłam uciec. Ale jego dłonie delikatnie głaskały moją głowę. Szeptał cicho, że jestem bezpieczna i bym mu zaufała. Ale ja tylko patrzyłam na drzwi. Tam była moja wolność. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że czołgałam się w tamtą stronę.

Moje ciało uniosło się. Leciałam. Ciepłe ramiona obejmowały mnie. Przytulono mnie do ciepła. Spojrzałam w górę. Connor niósł mnie w swych ramionach. Kopnął mocno w drzwi. Otworzył ten sam mężczyzna, którego zaatakowałam. Uśmiechnął się delikatnie. Jego ubranie było podarte, ale rany się uleczyły. Na jego widok, wtuliłam się jeszcze bardziej w mego obrońcę. Connor wyniósł mnie z mojej celi. Niósł korytarzami. Patrzyłam na strażników. Leżeli martwi na podłodze przy ścianach. Zamknęłam oczy. Nie chciałam czuć tego koszmaru. Wtuliłam się w mężczyznę, który dawał mi wolność. Pachniał tak świeżo. Lasem. Wiatrem. Wolnością. Przytuliłam nos do jego szyi. Pozwoliłam sobie pierwszy raz, od niepamiętnych czasów, na zamknięcie oczu i odprężenie się. Bestia także zwinęła się w kłębek zadowolona. Pierwszy raz zgadzałyśmy się w czymkolwiek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s