Zagubiona

Zagubiona1_thumb.jpgBar. Siedziałam z siebie zadowolona. Nareszcie zaliczona sesja. Szybko powiadomiłam o tym siostrę. Miałam za sobą parę kolejek dziwnych niebieskich drinków. Barman zapewnił mnie, że to najlepsze na świętowanie. Gratulował mi. Nalewał kolejne, obciążając silnie moje biedne studenckie konto. Powinnam oprzytomnieć i stać się na powrót tą rozważną dziewczynką. Ale dziś nie miałam na to ochoty. Spojrzałam w bok. Po drugiej stronie baru widziałam koleżanki z roku. No dobrze, koleżanki to za dużo powiedziane. Po prostu chodziłyśmy na zajęcia razem. Nigdy im nie zazdrościłam. Nie jestem typem imprezowiczki, co zdecydowanie odbiega od pozycji typowego studenta. Dobrze, przyznaję – kocham się uczyć, siedzieć na wykładach, dyskutować, rozpisywać projekty. Uwielbiałam spędzać godziny w bibliotece. Ale to przecież nie oznacza, że jestem nudna, prawda? Prawda? A może jednak?

Potrząsnęłam głową, by przestać o tym rozmyślać. Spojrzałam na nie raz jeszcze. Śmiały się głośno. Dużo piły. Cieszyły się zdanymi egzaminami. Ale nie siedziały same przy barze, jak ja. Miały towarzystwo, które cieszyło się razem z nimi. I miały wokół siebie mężczyzn, których ten dobry nastrój przyciągał. Wypiłam kolejnego drinka jednym łykiem. Poczułam palenie wódki po ściankach przełyku. Odstawiłam kieliszek. A po chwili barman znów podał mi drinka, choć nawet nie dałam mu znaku, by to zrobił. Spojrzałam na niego z cichą nadzieją, że może jednak on będzie tym, który uszczęśliwi mnie tej nocy. Kiwnął do mnie głową i odszedł do tłumu ucieszonych istot. Przypomniałam sobie, kiedy ponad rok temu przeprowadziłam z nim debatę. Chciał mnie na jedną noc, a ja wtedy wytłumaczyłam mu, że nie jestem chodzącą desperacją, a gdybym taką nawet była, to przecież mogę sobie kupić wibrator, który da mi więcej przyjemności, niż szybko kończący mężczyzna. Wywodziłam się na ten temat nie zwracając uwagi na zaciśnięte usta barmana i ludzi wokół. Mieli niezłe show. Od tamtej pory mogłam liczyć tylko na drinki z cichą nadzieją, że jednak był profesjonalistą i nie dodał tam czegoś po złości. Uśmiechnęłam się do niego. Nie odwzajemnił. Spojrzał tylko na mój pełen kieliszek. A potem wrócił do śmiejących się studentek.

Mój telefon zawibrował. Trochę zajęło mi znalezienie go w torebce. Niestety rozmówca zdążył się już rozłączyć. Wcisnęłam przycisk szybkiego oddzwaniania. Byłam dumna z tego, że pomimo ilości alkoholu potrafiłam oddzwonić, zabrać kartę od barmana i wyjść z lokalu prawie nie potykając się o nic. Mówię „prawie”, gdyż naprawdę nie zauważyłam ściany obok, o którą zahaczyłam silnie barkiem. Odbiłam się od niej z lekkim oburzeniem, wpadając na mężczyznę wchodzącego do lokalu. Nie spojrzałam na niego, ale jego zapach sprawił, że zapomniałam o wszystkim. Jego oczy były niczym płynna czekolada. Rozkosznie. Czułam jego wzrok przechodzący po moim ciele. I to sprawiło, że silniej zadrżałam. I ten zapach. Delikatna słodycz.

 

– Mira! – ten głos sprowadził mnie na ziemię. Oprzytomniałam prawie w jednej chwili. Głos siostry krzyczał wprost do mego ucha. Mężczyzna wciąż mnie trzymał.

– Nie krzycz, przecież cię słyszę. – wychrypiałam do słuchawki. Nieznajomy uśmiechnął się delikatnie. Poprawił mnie tak, bym stała w pionie i odszedł.

– Boże, jesteś pijana. Słyszę to… – a ja słyszałam jej głośny oddech. – Powiedz mi, że jesteś już w domu. – czy ona nie słyszała tej głośnej muzyki i śmiechów?

– Eee… zaraz będę? – zrobiłam krok do przodu. Drzwi się otworzyły, uderzając mnie dość mocno. Au! Telefon upadł na podłogę. Podniosłam go trąc wolną ręką ten sam bark, który przed cudowną chwilą zaliczył nagle pojawiającą się ścianę.

– Co się stało? – zapytała, a jej głos zdradzał, jak bardzo jest poruszona.

– Miałam zderzenie z drzwiami. Tym razem to one wygrały.

– Następnego razu nie będzie – wywarczała. Moja siostra zawsze była nadopiekuńcza. – Idź do swojego pokoju, połóż lód na czoło. Jutro porozmawiamy, dobrze? – mruknęłam coś do słuchawki. Odłączyła się. Nie wiedziałam, co się stało, że chciała tak usilnie porozmawiać.

Chłód poranka uderzył w moje rozgrzane ciało. Przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Zrobiłam parę kroków w kierunku akademika. I to dzięki temu zauważyłam, że podróż będzie długa i niebezpieczna. A wszystko przez wirującą ścieżkę. Zachichotałam na głos. Nigdy jeszcze się tak nie wstawiłam. I przypomniałam sobie Alice. Ona także tutaj studiowała. Opowiadała mi o swoich wyczynach ze znajomymi. O tak, ona zawsze miała mnóstwo koleżanek i jeszcze więcej chętnych mężczyzn. Robiła wszystko co chciała i nigdy nie przejmowała się konsekwencjami. To właśnie ona mówiła mi, że studia to ostatni dzwonek, by się wyszaleć. Potem już czeka nas dorosłość i poważne decyzje. A ja właśnie kończyłam studia. Jeszcze tylko pół roku. Obrona. I powrót do domu. A jeszcze jutro te walentynki. A może dziś? Kolejny raz spędzone samotnie. Oparłam się o pobliskie drzewo. Czym mogłam się pochwalić po powrocie do domu? Idealnie zdanymi egzaminami? Ukończeniem studiów z prawie najwyższym wynikiem? Poznałam tutaj wiele osób, ale z żadną nie potrafiłam się zaprzyjaźnić. Byłam zupełnym przeciwieństwem siostry. I to sprawiło, że zapłakałam.

Otworzyłam oczy, gdy poczułam zimne palce na gardle. No dobrze, nie zupełnie na gardle, co na szyi z boku. Czekoladowe oczy wpatrujące się we mnie. Nie potrafiłam się odezwać. Bałam się poruszyć. I wtedy zrozumiałam, że to moja ostatnia szansa, by przeżyć coś szalonego. Ja – typ rozważny – mogłam na chwilę się zapomnieć. Przeżyć szaleństwo. Poczułam, jak moje podbrzusze boleśnie się ściska. Wiem, co to jest podniecenie. Po prostu nie czułam go w stosunku do mężczyzn. To znaczy nie do świeżo poznanych. I w dodatku tak silnego podniecenia.

– Możesz iść? – zapytał, a jego głos sprawił, że zadrżałam. Niski, męski, głęboki głos. Ogrzał mnie i sprawił, że moje podbrzusze zwinęło się jeszcze bardziej. Jedyne, co potrafiłam zrobić teraz, to kiwnąć ramionami na znak, że nie mam pojęcia. Próbowałam sobie przypomnieć, gdzie jestem. Rozejrzałam się wokół. Pamiętam to drzewo. A za rogiem był bar, w którym wypiłam zdecydowanie za dużo. Czyli przeszłam zaledwie dwa metry. Mężczyzna pokiwał głową i objął mnie w pasie. Postawił na nogi. Niestety od razu ugięły się pode mną. Na szczęście złapał mnie zanim uderzyłam o ziemię. Mogło być boleśnie. – Kurwa – warknął. Nie wiem dlaczego, ale wydało mi się to zabawne. Mężczyzna znalazł mnie leżącą pod drzewem przy barze i teraz nie miał jak się mnie pozbyć. Rozejrzał się po okolicy.

– Zostaw mnie – wyszeptałam. Najwyraźniej chciał sprawdzić, czy żyję, a potem podrzucić mnie gdzieś. – Zostaw mnie tutaj i idź się zabaw. – podniósł brew patrząc na mnie z jakimś dziwnym grymasem. Próbowałam się wyszarpnąć z jego objęć, ale to spowodowało, że ponownie upadłabym na ziemię. Słyszałam, jak głośno wypuścił powietrze. Irytacja?

– Gdzie mieszkasz? – nie miał zadowolonego głosu.

– Tak od razu? Szybki jesteś. – zaśmiałam się. Znów warknął i pokiwał przecząco głową.

– Nie zostawię cię w tym stanie tutaj. Zamówię ci taksówkę. – próbował iść, ale się zaparłam. Gdzie moje szaleństwo? Jeśli wsadzi mnie do taksówki i poda kierowcy adres, już nigdy go nie zobaczę. A seks z taksówkarzem wcale mnie nie kręcił. Miałam przeżyć swoją szaloną noc, a nie desperacką. Pierwszy raz w życiu mogłabym przeżyć cudowne walentynki, które zapamiętałabym do końca swych dni. Biłam się z myślami, co spowodowało, że na chwilę oprzytomniałam.

– Nie musisz – powiedziałam sucho. Przecież nawet po takiej ilości alkoholu, jaką miałam w organizmie, mogła zauważyć jego niechęć. – Mieszkam tam w akademiku. – pokazałam kierunek, gdzie w oddali było widać światła. Uśmiechnął się.

– Tam są budynki wykładowe. Akademiki są tam. – i pokazał światła na lewo od nas. No dobra, może moja orientacja trochę szwankowała przez boginię procentów, ale w końcu bym tam trafiła, prawda? To nie powód do wyśmiewania mnie. Warknęłam na niego. To tylko go jeszcze bardziej rozbawiło. Chwycił mnie na ręce i zaczął iść ścieżką.

Przez całą podróż do akademika czułam ten lekki zapach. Nie poznawałam go jeszcze. Mój mózg nie był teraz przygotowany na zagadki. Zarzuciłam mu ramiona na szyi. Poczułam jak zadrżał, gdy położyłam głowę na ramieniu. Nosem potarłam jego szyję. Żyła w tym miejscu zaczęła się ruszać się w nieco szybszym rytmie. Próbowałam zapamiętać ten zapach. Jutro będę musiała odwiedzić drogerię i znaleźć te perfumy. Sprawiały, że się rozpływałam w jego ramionach. Kupię mały flakonik z nadzieją, że nie będzie gigantycznie drogi. Ojciec i tak mnie zabije, gdy zobaczy kwotę wydaną w barze.

Mężczyzna postawił mnie przed schodami. Uśmiechnęłam się do niego licząc, że jednak chciał coś czułego mi powiedzieć, a może czekał na moje zaproszenie. Ale on jedynie przyjrzał mi się, gdy opadłam twardo dupskiem na stopień.

– Dasz sobie sama radę? – fajnie, że zapytał. Ale słyszałam doskonale w głosie nadzieję. I to wcale nie na to, że zaprzeczę. Chciał iść. Cholerni dobrzy samarytanie. Mógł mnie zostawić pod drzewem. Może wtedy ktoś by się o mnie potknął i był na tyle pijany, by zabrać mnie do siebie, wykorzystać w swojej sypialni, a nad ranem wyszeptać czułe słówka zakochując się bez pamięci. No dobrze, przesadziłam. Wystarczyłby mi seks do rana, bym przynajmniej mogła zaliczyć choć jedną przygodę podczas tych przeklętych studiów. Ale nie. Pozwoliłam zanieść się do klatki schodowej akademika jednemu z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich widziały moje oczy i co? Nie potrafiłam go w żaden sposób utrzymać ze mną. Nie chciał tutaj zostać. Nie chciał mnie. Tradycyjnie. Nie mogłam się przecież równać z cudowną pięknością, jaką z pewnością widział w barze. Odetchnęłam głęboko wiedząc, że oto zaliczam kolejną porażkę.

– Dzięki wielkie przed uchronieniem mnie od być może najlepszej przygody mojego życia. – wywarczałam wściekła. I nie do końca wiedziałam, czy wściekła na niego, czy na samą siebie. Pieprzone studia. Pieprzone walentynki. Złapałam się poręczy i próbowałam się podnieść. Nawet udało mi się na chwilę stanąć, nim znów mnie zarzuciło. Na szczęście trzymałam się poręczy. Spojrzałam w górę klatki schodowej. Czekało mnie do pokonania sporo stopni. Mój pokój znajdował się na drugim piętrze. A zatem jeśli jedna partia schodów liczyła dziewięć stopni. Potem było półpiętro, czyli chwilowy odpoczynek. To razem do pokonania miałam ile? Głowa zaczynała mnie boleć. Po kiego chciałam policzyć ilość stopni? Przecież mogę liczyć, idąc. Dziewięć. Półpiętro. Dziewięć. Półpiętro.

– Przygodą twego życia miało być leżenie pijanej pod drzewem przy barze?

– Nie, dupku! – odwróciłam się zbyt gwałtownie, dzięki czemu nabawiłam się następnych zawrotów głowy. Ponownie pacnęłam na tyłku. I jak ostatnia idiotka się rozpłakałam. Już gorzej być przecież nie mogło. – Jutro są walentynki. A za pół roku wracam do domu. I co osiągnęłam? Idealny dyplom, tyle! – zakryłam twarz w dłonie i po prostu pozwoliłam mojej frustracji wypłynąć z siebie. A on po prostu stał. Stał i patrzył na mój upadek. Teraz już na pewno nie miałam szans. Makijaż cudownie spływał po mojej twarzy.

– Powinnaś się cieszyć – usłyszałam jego cichy, miękki głos. Wciąż stał, ale teraz widziałam jego rezygnację. Z mojej tyrady? Użalania się nad swoim losem? Pewnie, jak na dobrego człowieka przystało, nie chciał zostawić mnie zapłakanej na schodach. A pewnie ktoś na niego czekał.

– Niby z czego mam się cieszyć?! Że moje życie to ciągła nuda?

– Że jesteś wolna – powiedział cicho. I to właśnie sprawiło, że podniosłam głowę do góry. Napotkałam jego ciemne spojrzenie. Płynna czekolada. Był w nich ból. On nie był wolny? O żesz… na pewno miał żonę. I dzieci. Tak, taki mężczyzna mógł spłodzić kobiecie mnóstwo dzieci. Chyba, że pomyślała o zabezpieczeniu. Ale która kobieta potrafiła przy nim myśleć? Miałam szczęście, że byłam pijana i nie zdawałam sobie sprawy, że pewno ślinię się na jego widok. A mój bełkot mogłam przecież zrzucić na alkohol we krwi, a nie dziwną reakcję na niego. A może nie ma żony? Ani dzieci? O boże, a co jeśli on ma męża? Stałego partnera? A wyjście do baru było tylko sprawdzeniem, czy wciąż potrafi być atrakcyjny? Tak, na pewno jest gejem. Inaczej przecież wykorzystałby okazję i zaciągnął mnie do łóżka. Wykorzystał pijaną dziewczynę i wrócił do swojego partnera rano. Stop! Czy gej może kochać się z kobietą? No, czy potrafi się podniecić na widok kobiety? Chyba nie. I to by tłumaczyło, dlaczego jeszcze mnie nie wykorzystał. Albo też byłam na tyle mało atrakcyjna, że nawet geja odpychało. Wszystkich odpychało.

 


Wszystko mi wirowało w głowie. Zimna woda sprawiła, że zadrżałam i próbowałam uciec z kabiny. Ale męskie ręce mocno chwyciły moje ramiona i przytrzymały pod lodowatym prysznicem. Krzyknęłam. Usłyszałam za sobą jego śmiech i stwierdzenie, że dla niego ta temperatura też nie jest przyjemnością. Zaczerpnęłam więcej powietrza. W łazience pachniało tą jego słodyczą. I czymś jeszcze. Coś egzotycznego i mrocznego. Poczułam dreszcz. Jego dłonie zjechały delikatnie z moich barków, wzdłuż ramion. Zadrżałam, gdy kierował je wciąż niżej i niżej. Nasze palce się splotły. Podniósł je do góry. Byłam plecami do niego i nie mogłam zobaczyć jego wzroku, ale czułam doskonale ciepło jego ciała. Jego przyspieszony oddech. Skierował moje dłonie na ścianę przed nami. Podparłam się na nich. Poczułam, jak delikatnie trącił moją szyję nosem. A potem delikatnie pocałował. Odwróciłam głowę w bok, dając mu lepszy dostęp. Jego dłonie ponownie przejechały po moich rękach. Nie oderwałam jednak swoich od ściany. Musiałam się czegoś przytrzymać. Nagle przestałam odczuwać nieprzyjemność zimnej wody, która równym strumieniem oblewała moje ciało. Gdyby nie ona, gotowałabym się teraz dla niego. Ponownie krzyknęłam, gdy objął moje piersi i zaczął je ugniatać. Moje sutki ściskał pomiędzy palcami. Oddech mi się rwał czując przyjemność połączoną z bólem. Jego usta wciąż pieściły moją szyję i bark. Czułam jego męskość na pośladku. Lekko poruszał się sprawiając, że się wiłam. Nie tam powinien być. Potrzebowałam go natychmiast w sobie. Głęboko w środku. Miałam tylko raz mężczyznę. Ale nigdy nie czułam tak zwierzęcej potrzeby, jak teraz.

– Kochaj się ze mną – wyszeptałam wciąż urywanym oddechem. – Teraz. – wywarczałam, gdy nie zaprzestał swoich tortur. Ścisnął mocno moje sutki, co sprawiło, ze nogi mi się ugięły. Objął mnie mocno i dłonią zjechał niżej. Minął płaski brzuch i zatopił się pomiędzy moimi nogami. Warknął cicho. Nie było w tym złości. To raczej ryk zadowolenia. Wiem, co odkrył. Byłam na niego gotowa i bardzo, bardzo spragniona. A gdy wsunął we mnie palce, krzyknęłam. Oparłam się mocno o niego. Nogi mi tak mocno drżały.

– Taka wąska… Taka mokra…

– Błagam…

– O co błagasz? – wyszeptał pomiędzy pocałunkami. – Powiedz mi, czego chcesz…

– Ciebie.

– Gdzie? – nie przestawał smakować mojego karku i szyi. Nie przestawał przyjemnie ściskać mojego sutka. Nigdy jeszcze ból nie sprawił mi tyle przyjemności.

– Głęboko… och… – wsunął kolejnego palca. Teraz były we mnie trzy. Czułam, jak próbował mnie rozciągnąć. Jego penis wciąż przesuwał się pomiędzy moimi pośladkami.

Nim mogłam zrobić cokolwiek, chwycił mnie mocno i wbił się we mnie. Tak dokładnie mogłabym to nazwać. Nie było w tym niczego z czułego kochanka, którym zresztą nie był. Wszedł we mnie brutalnie. Poczułam ból, ale to sprawiło, że chciałam jeszcze. Zatrzymał się na chwilę dając mi czas, bym się przyzwyczaiła do niego. Był naprawdę wielki. I pierwszy raz w życiu czułam się na właściwym miejscu. Wypełniona do granic możliwości. Mój poprzedni kochanek nie za bardzo potrafił zrobić coś pożytecznego ze swoim narządem. Wiedział, gdzie wsadzić i tyle. No i jak doprowadzić się do orgazmu na tylnym siedzeniu swojego malutkiego auta. Wtedy zastanawiałam się, dlaczego wszyscy kochają tak bardzo seks, skoro nie było w tym nic specjalnego. Był ból, gdy nie byłam gotowa na jego przyjęcie. Był ból, gdy przerwał moje dziewictwo. I jego szybkie dojście. A potem wymamrotane przeprosiny, że nie zdążył „wyciągnąć”. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, o co w tym chodziło. Dopiero Alice uświadomiła mnie, że chłopak skończył we mnie, przez co mogę być w ciąży. To ona zaprowadziła mnie do lekarza. Nie zapłodnił mnie. Przeszłam także, w sekrecie przed rodzicami, szereg badań, czy czasem niczym mnie nie zaraził. A potem Alice uświadomiła mnie odnośnie zabezpieczenia. Nie musiałam jednak o nim pamiętać. Od tamtego czasu nie sypiałam z nikim. A każdy dotyk sprawiał, że przypomniałam sobie o moim pierwszym chłopaku, o jego malutkim samochodzie i bólu. A potem o wstydzie. Cała szkoła wiedziała, że mnie zaliczył. Chłopaki mu gratulowali. A dziewczyny nie mogły się nadziwić mojej naiwności i łatwości w prowadzeniu, jak to określono. A ja, jak ostatnia idiotka wierzyłam, że naprawdę się mu spodobałam. Jeszcze długo słyszałam, że jestem jak kłoda.

Silny klaps w mój i tak już obolały pośladek sprawił, że wróciłam do swojej łazienki. Mężczyzna zaczął się poruszać we mnie sprawiając, że traciłam grunt pod nogami. Wszystko we mnie się gotowało. Ból mieszał się z przyjemnością. Jego ruchy były silne. Wbijał się we mnie coraz głębiej. Zapomniałam o wodzie. Zimnym prysznicu. Skupiłam się na doznaniach. Łazienkę wypełniały nasze głośne oddechy i uderzenia naszych ciał. Ścisnął mocniej moje biodra i otarł się o mnie sprawiając, że penis we mnie poruszył jakieś nieznane mi dotąd miejsce. Wciąż szeptał, że jestem taka wąska. Cokolwiek miał na myśli. Niech mówi co chce, ja skupiłam się tylko na tym, że było mi cholernie dobrze. A przyjemne ciepło wypełniało moje podbrzusze i kierowało się w dół. Zupełnie, jakby i on to wyczuł, dłonią pokrył mój skarb, delikatnie go masując. Drżałam. Czyżby to wielki O? Jeszcze chwila. Jego ruchy stały się szybsze i głębsze. Nie wiedziałam, że było to jeszcze bardziej możliwe. Krzyknęłam, gdy osiągnęłam orgazm. Nigdy takiego nie miałam. Moje ciało wygięło się w łuk. Czułam dreszcze, przez które nie potrafiłam ustać już na nogach. Dzięki Bogini, że mnie trzymał. Wcześniej nie krzyczałam. Byłam cicha, nawet gdy wiedziałam, że jestem sama, a wibrator chodził na najwyższych obrotach. Nie, nie widziałam gwiazdek przed oczami, ale wszystko mi się rozmazało. Przestałam widzieć. Ale teraz skupiałam się na tym, że było mi cholernie dobrze. Mężczyzna przestał się poruszać i przytulił mnie do siebie. Czekał, aż pierwsza fala minie. A gdy tylko się uspokoiłam odrobinę, znów się poruszył. Trzymał mnie wciąż bardzo mocno, wbijając się najgłębiej jak mógł. Słyszałam jego przyspieszony oddech. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że potrafię się tak wić i jęczeć. Nie panowałam nad sobą.

Aż w końcu wszedł głęboko we mnie.

Wypełnił mnie.

I jedyne, co jeszcze zapamiętałam, to delikatne pocałunki.

Jego szept.

I jego zęby na moim ramieniu.

Koniec

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s