Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 9

Liberia 1Nie wiedziałam, jak mam się ubrać na całonocne szaleństwo w klubie. Nie chodziłam na takie imprezy. Owszem, picie w barze było dla mnie miłą odskocznią i jeszcze za czasów poprzedniego związku, często w takich miejscach bywałam. Odkąd jestem jednak z Markiem, bywamy raczej w restauracjach i kawiarniach, gdzie spotykamy się z jego potencjalnymi klientami, jego szefostwem i innymi pracownikami. Czasem nawet Fabian się pojawi z moją siostrą. A teraz stałam przed otwartą szafą i miałam do wyboru – eleganckie kiecki od Marka, albo bojówki lub rozciągnięte dresy od siebie. Wyciągnęłam rękę z komunikatorem i nawiązałam połączenie z siostrą.

Odebrała prawie od razu. Widziałam ją w biały kitlu, a zatem znów przeszkadzam jej w pracy. Za to ona widziała mnie w ręcznikach. Uśmiechnęła się do mnie i kazała poczekać chwilę. Widziałam, jak szybkim krokiem zmierzała w stronę gabinetu lekarza dyżurnego. Wiem, jak jej się marzy taki gabinet.

– Co się dzieje? Nigdy się ze mną nie łączysz w tych godzinach.

– Potrzebuję pomocy. – zagryzłam wargi czekając, aż minie szok z oczu mojej siostry. – Ludzie z pracy zaprosili mnie do klubu, ale nie wiem, co mam założyć. Znasz przecież moją szafę. – skrzywiłam się na jej śmiech.

– O tak, w sukniach od Marka raczej nie pójdziesz. Ostatnio przyjmowałam parę dziewczyn z zatruciem alkoholowym z klubu, to … niewiele miały na sobie.

– No bez przesady, ale w bieliźnie nie pójdę. – wywarczałam w komunikator, czym jeszcze bardziej rozbawiłam moją siostrę. Nienawidzę klubów. Stresuję się.

Podjechałam po wyznaczony adres. Przede mną był niewielki parking. Po co im większy, skoro większość jest tak pijana, że prowadzić by nie mogli, prawda? Zostawiłam auto i rozejrzałam się po okolicy. Drugi koniec Dystryktu 6. Moje dawne miejsce. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taki klub, a przecież mieszkała dziesięć minut piechotą stąd. Przede mną znajdowały się budynki przemysłowe, z czerwonej cegły, jak za starych dobrych lat ludzkości. Teraz już takich nie budują. Duże okna, teraz zamurowane od środka. Na zewnątrz pozostały jedynie metalowe pręty i ciemne, wzmocnione szkło. Wszystko tu wyglądało na takie…nie z tej epoki. Ojcu by się podobało. Im wyższy Dystrykt, tym mniej takich okazów. Widziałam kolejkę ludzi przed metalowym włazem. I rozpoznałam dwóch Zmiennych wpuszczających do środka. Kiedyś pisałam o nich artykuły jako Cat Girl. Urządzali swego czasu walki w klatkach za spore pieniądze. Nikogo to nie interesowało, bo owe incydenty – jak to nazwały władze – odbywały się w niższych Dystryktach. Nienawidziłam tego. Dopiero, gdy Cat Girl pokazała zdjęcia z tych walk, ich brutalność, zamknięto ring. Dobrze, że nikt nie wiedział, że byłam za to odpowiedzialna. Mogłaby mi się stać krzywda. Jako Cat Girl mogłam pisać o wszystkim, ale nie byłam tak odważna, jak mogłoby się ludziom wydawać. Nie potrafiłam walczyć. Jedynie uciekać. Wpadałam w panikę na widok Bestii. I obawiałam się, że kiedyś Paranormale odkryją, kim jestem naprawdę. Nie chcę wiedzieć, co wtedy dla mnie przywidzieli.

John podszedł do mnie z jakąś kobietą. Uśmiechnęła się łagodnie. Chyba ją już widziałam kiedyś, ale nie potrafiłam teraz przypomnieć sobie, skąd.

– Lepiej będzie, jak wsiądziemy na chwilę do pojazdu. – zmarszczyłam brwi, ale oni już okrążyli moje auto i usiedli. Nie pozostało mi nic innego, jak zrobić dokładnie to samo. Kobieta miała długie blond włosy. Prawie białe. Zadbane. Długie, szczupłe palce, teraz lekko wykrzywione w obawie. Przed czym? Przed podawanymi informacjami, przed tym miejscem, czy jeszcze czymś innym? Widziałam jej piwne oczy, teraz rozbiegane w okolicy. A jednak się obawiała. Czułam dokładnie jej zdenerwowanie. Ubrana była w skórzane spodnie oraz gorset zawiązywany czerwoną wstążeczką. – Mira, to jest Iwa. Wprowadzi nas do klubu i postara się odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania. – uśmiechnęłam się do Johna i ponownie skupiłam się na kobiecie siedzącej na tylnej kanapie. Rzadko używanej.

– Skąd tyle wiesz o Zmiennych, tym klubie? – spojrzałam zdenerwowana w stronę mężczyzny siedzącego obok mnie. Uśmiechnął się do niej, dodając otuchy. Czułam od niej tylko człowieka. Ale także w jej emocjach było coś… poza zrozumiałym zdenerwowaniem, była też niecierpliwość i podniecenie.

– Iwa jest pisarką. Publikuje swoje felietony. Kiedyś pisała dla wielu czasopism, teraz pozostało jej pisanie o modzie, diecie, sporcie i… o czym tam jeszcze piszesz?

– O wszystkim co mało ważne. – uśmiechnęła się, choć nie był to radosny uśmiech. Raczej wymuszony grymas. Zresztą powiedziała to przez zęby. – Kiedy byłam dobrą dziennikarką. Obiecującą. Pisałam także książki. O Paranormalach, ich naturze, zasadach. Nie było to nic negatywnego. Chodziło raczej o poznanie ich zwyczajów, by ludzie mniej się ich bali.

– Pamiętam. Była jakaś afera w tygodniku Libere[1].

– Tak. Oskarżono mnie o zakłamanie rzeczywistości. Nie wydali żadnego z moich artykułów. Miałam zakaz publikacji książek. Uznano, że artykuły nawołują Ruch Oporu do działania przeciwko, dając wskazówki, jak pozbyć się Zmiennych. Co było absurdem, bo nie pisałam nic przeciwko Paranormalom. Wręcz przeciwnie.

– Stąd wszystko o nich wiesz? – coś mi tu bardzo nie pasowało. Za dobrze ich znała, ale to wciąż nie tłumaczyło jej emocji, które wyczuwałam, gdy zerkała w stronę klubu.

– Nie do końca. Ja… Kiedy zaczęły się problemy, poznałam kogoś. Okazało się, że był Zmiennym. Oskarżano mnie o zaprzedanie się im. Dlatego teraz mogę sobie jedynie pisać dla podrzędnej gazetki i pierdołach, wymyślając diety cud.

– To skąd wiesz o Zmiennych?

– Iwa jest żywicielką. Kiedyś w ramach testów zażyła Red.

– Nie bój się tego powiedzieć, John. Przedobrzyłam. Byłam uzależniona. To właśnie ten Zmienny mnie wyciągnął z ciągu. Pilnował mnie praktycznie całymi dobami. Kiedyś wrócił z jakiś walk z Niezależnymi, którzy przedostali się do Liberii. Odniósł ciężkie rany. Pomogłam mu… karmiąc go własną krwią. Nie zrobił mi krzywdy. Po prostu trochę się jej napił. Byłam już czysta, nie miałam w krwioobiegu Reda, więc było bezpiecznie.

– Dalej go karmisz? – uśmiechnęła się tajemniczo.

– Czasami. Ale nie jestem jego żywicielką. Rozstaliśmy się rok temu. Widujemy od czasu do czasu. Pokazał mi ten klub. Jest bezpieczny.

– To są inne, mniej bezpieczne? – skinęła głową. Oparłam swoją o zagłówek i wpatrywałam się w nią. – Czy Red może spowodować zmiany długoterminowe? Nie mówię o ciągu narkotykowym, a o zmianach … genetycznych.

– Nie. To krew Zmiennych wymieszana z substancjami chemicznymi.

– A sama krew? Może zmienić człowieka w bestię?

– Nie nazywaj ich bestiami. Nie są tacy. – broniła ich. Warczała na mnie, jakbym obraziła jej rodzinę. I to ma być moje źródło informacji? Zapewne podaje mi tylko to, co powinnam wiedzieć, a nie całą prawdę. Spojrzałam na Johna. On uważał, że rozmowa z Iwą mi pomoże. Jak? – Sama krew też niewiele może zmienić. To tak, jakbyśmy zrobiły sobie transfuzję. Z tym, że ich krew jest mocna, intensywniejsza i ma wiele właściwości. Ale sama w sobie nie zmieni nikogo.

– A co w takim razie może zmienić?

– Nie wiem. Może jakieś testy genetyczne. Wiesz, słyszałam kiedyś o jakimś laboratorium, które ponoć tworzyło sztuczną krew dla szpitali, ale prawda jest taka, ze próbowali stworzyć sztuczną krew dla Zmiennych, by nie potrzebowali już żywicieli. Zrozum, ta informacja o żywicielach jest celowo trzymana w sekrecie. Pomyśl, co by się stało, gdyby Ruch Oporu zakaził krew ludzi, a oni daliby ją zmiennym. To mogłoby ich zabić. – ciekawe. Czy mój ojciec o tym wie? Może nawet nad tym pracują? Zdecydowałam się z nim na dniach spotkać i wybadać tą sprawę.

– Mira ma problem. – warknęłam na Johna, ale on tylko się uśmiechnął. – Pamiętasz? Informacje za informacje. – ponownie warknęłam, ale on tylko odwrócił się w stronę swojej znajomej. – Została zaatakowana przez Mieszańca, ale uratował ją Zmienny. Była ranna. Dał jej, ponoć odrobinę swojej krwi. Trochę nam dziewczynę podrasował. Miało trwać dobę… Trwa już tydzień i …

– I nic nie zapowiada, by się to zmieniło. Wiesz, fajnie mieć szybszy refleks i wyostrzone zmysły. Ale bycie wiecznie pobudzoną nie jest już takie miłe.

– Nie. To nie możliwe. Wiesz kim był ten Zmienny? – pokiwałam przecząco. Przecież nie wiedziałam. Pamiętam jego twarz, ale nic poza tym. Iwa kręciła palcami coraz bardziej. Zmarszczyła brwi. – Zmienni mają różne moce krwi. Im starszy, tym mocniejsza moc krwi. Podobnie z umiejętnościami. Zwykły szeregowy ma inną krew niż na przykład ktoś z Rady. Rozumiesz, kwestia siły Zmiennego, jego osobistych mocy. Powiedzieliście, że był przekonany o jednej dobie? No tak… tak powinno być… tak bywa w sumie cały czas… o ile pozwolą z siebie spijać… Dał ci tylko krew, prawda? Wiem, nie moja sprawa, ale nie pieprzyliście się jak króliki, co ?

– Nie! Byłam nieprzytomna. Ale jestem nienaruszona… przez niego. Kiedy odzyskałam przytomność, powiedział mi, że byłam ranna i dał mi trochę krwi. Tyle.

– No dobra. Skoro trzyma się to tak długo, to nie mógł być zwykłym szeregowym. Co najmniej Strażnikiem wyższego szczebla. Ale to i tak nie trzymałoby się tak długo. Słuchajcie, popytam delikatnie, ok? Może któryś w euforii mi coś zdradzi. Ale możemy już iść? – jej nogi drżały. Stopy w niebotycznie wysokich szpilkach stukały nerwowo wykładzinę auta. Ona była taka spragniona. Spojrzałam jej w oczy. I wiedziałam już. Zamieniła jedno uzależnienie na drugie. John skinął głową, jakby w potwierdzeniu. Ten zmienny może i wyciągnął Iwę z nałogu Reda, ale uzależnił ją od dzielenia się tym, co miała najcenniejsze – własną krwią. Dlaczego była taka chętna? Oni wbijali w nią swoje zębiska i żywili się na niej, a ona wyglądała na taką, która była w stanie ich o to błagać. Kolejna rzecz, którą musiałam zbadać, choć nie na sobie. – I nie rozmawiajcie o tym w klubie. Tam są uszy. Wiecie. Oni wszystko słyszą. – jej oczy znów uciekły w stronę klubu. A potem, nie czekając na nas, po prostu wysiadła i skierowała się szybkich krokiem w stronę bramkarzy. Mogłaby nas zdradzić? Mogła przecież wszystko. Była od nich uzależniona.

Wysiedliśmy. Jedyne, co usłyszałam, to Iwę mówiącą, że jej świeżaczki zaraz dołączą, bo trochę mają jeszcze pietra. Słyszałam śmiech jednego z bramkarzy. Czułam na sobie ich spojrzenia. Nie zostawiła nas. A teraz już nie było wyboru. Miałam trochę informacji, ale nic, co tłumaczyłoby mój stan. Jedynie całkiem przydatne dla Cat Girl. To ona powinna tu być. Potrzebowałam jej odwagi. Mojego alter ego. Musiałam nałożyć jej maskę na siebie, udając chętną na wszystko. Na samą myśl aż się wzdrygnęłam. Wiedząc jednak, że oni wyczują moje emocje, musiałam myśleć pozytywnie. Zmylić ich.

Kiedy John szedł przodem, zamknęłam na chwilę oczy, przypominając sobie zmianę tamtego tajemniczego mężczyznę. Jego nagą, gorącą skórę. Jego usta stworzone do pocałunków. To dzikie spojrzenie, które mogło wyrażać wszystko. I w jednej chwili czułam własne podniecenie. Rządzę. Oni też to wyczuli. Widziałam po ich reakcji. Rozszerzone źrenice. Falujące nozdrza, jak gdyby szybko nabierali powietrza. I uśmiech w kąciku na mój widok.

Przeszliśmy. Teraz czekało nas odkrycie prawdy. Nie tylko o klubie, ale i o samych żywicielach.


[1] Tygodnik Libere jest głównym źródłem informacji w całej Liberii. Zrzesza w sobie dziennikarzy z każdego Dystryktu, przedstawiając nie tylko najważniejsze fakty i wydarzenia, ale także style życia w każdym miejscu Liberii. Jest prowadzony zarówno przez Ludzi, jak i Zmiennych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s