Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 8

Liberia 1Spojrzałam krzywo na Johna. Znów zostaliśmy wezwani do gabinetu Dyrektora. Nie znosiłam nigdy mojego szefa, ale teraz przebywanie w jego towarzystwie stało się moją katorgą. Minął tydzień od tamtego nocnego zdarzenia, a ja wciąż mam wyostrzone zmysły. Moje ciało stało się cieplejsze, niż zwykle. John wczoraj stwierdził, że powinnam zgłosić się do izby chorych w pobliskim szpitalu, bo chyba jestem chora. I faktycznie tak się czułam. A przecież nieznajomy obiecał, że po jednej dobie wszystko zniknie. Nic z tego jednak. Nasiliło się. I jak do wyostrzonych zmysłów potrafiłam się przyzwyczaić, do lepszego refleksu także, tak do bólu mięśni nie koniecznie. Moja praca wymagała używania mięśni. Nie mogłam sobie pozwolić na takie palenie w nogach i rękach, jakie czułam teraz. I to pobudzenie. Nie tylko seksualne. Miałam niesamowicie dużo energii, które szybko się wypalało, pozostawiając mnie z ogromnym bólem. John znalazł mnie dwa dni temu zwiniętą w naszej szatni. Skręcona w bezpieczną, płodową pozycję. Przyciskającą kolana do piersi i cichutko jęcząc. Byłam cała oblana potem. Chciał wezwać do mnie siostrę, ale mu zabroniłam. Po godzinie bóle minęły. A ja czułam się doskonale. Nie rozumiałam własnego ciała. I swoich myśli. Tego głodu. Mogłam jeść wszystko, ale wciąż czułam się głodna. Jedzenie było niewystarczające. Czy ja się zmieniam w żądnego krwi mieszańca? I to przez tego nieznajomego? Nocami przesiadywałam na parapecie czekając, aż znów się pojawi. Ale go już nigdy nie widziałam. Tylko w snach i na zdjęciu, które sobie zachowałam. Coś mnie ciągnęło do tego nieznajomego. Ale powstrzymywałam się – przecież mam swoje życie. I cokolwiek mi dolegało, zaczęło się od krwi Zmiennego.

A teraz stałam przed gabinetem Szefa. Wiedziałam, co mnie czeka za nimi. Zapach jego podniecenia. Rządzy. Jego świńskie, malutkie oczka skierowane na mnie. Znów będzie się oblizywał do swych myśli, których naprawdę nie chcę poznać. Będzie krzyczał. A potem przejdzie za naszymi krzesłami, mówiąc jaka ważna jest nasza praca, gładząc moje ramię. Kiedyś chciałam się jedynie od niego odsunąć. Teraz miewam ochotę odgryźć mu tą dłoń i patrzeć, jak się wykrwawia u mych stóp. Chciałam jego cierpienia. Pragnęłam jego krzyku przerażenia. I jego krwi.

Potrząsnęłam głową. Jak mogę marzyć o czymś takim? To nie ludzkie. Czy to moja wewnętrzna Bestia się skrada? Czy będę nocami tak atakować, jak zaatakowano mnie? Czy to możliwe, że mieszańcy w ciągu dnia pracowali jak każdy człowiek, a dopiero nocami zmieniali się w krwawe bestie? Jeśli bym to udowodniła, byłby to przełom. Moglibyśmy odkryć, poprzez badania krwi chociażby, kto jest kim. Zamykać tych niebezpiecznych ludzi. Sami sobie poradzić ze Zmiennymi. I nie potrzebowalibyśmy do tego Paranormali. Ale jak to udowodnić?

– Wchodzisz? – spojrzałam w górę. John stał w progu gabinetu szefa. Patrzył na mnie niepewnie. Skinęłam głową. Ale tak naprawdę nie chciałam tam wchodzić. Przeszył mnie dreszcz obrzydzenia, bo nawet z poczekalni czułam już zapach szefa. Na drżących nogach zrobiłam pierwsze kroki w stronę nieuniknionego. Dyrektor siedział rozpostarty na swoim dużym fotelu. A potrzebował takiego, by pomieścić swe cielsko. Był dużym mężczyznom. Łysiejący. Pocący się. Co chwila ocierał brudną, przepoconą chusteczką swe czoło. Jego koszula rozwarstwiała się na ogromnym brzuchu. Miał problemy z oddychaniem. A przynajmniej miałam taką nadzieję, słysząc jego sapanie. Nadzieję, że ten dźwięk wydaje z powodu swej otyłości, a nie na nasz widok. John obejrzał się na mnie z uśmiechem w oczach. Czyżby także to widział? Poczułam, jak drżę. A żółć podchodzi mi do gardła.

– Mam kolejne skargi na wasz zespół. – ale mówiąc to patrzył na mnie. Normalnie spuściłabym wzrok i udawała skruszoną. Jednak dziś stałam wyprostowana. Rzucałam mu wyzwanie. Niech pokaże, na co go stać. Lepiej wolałam skupiać się na mojej złości na niego, niż drżeniu moich nóg. Czułam, jak plecy robią mi się mokre od potu. I bardzo, a to bardzo nie chciałam paść tutaj, na tej obrzydliwie brudnej wykładzinie. – Wystraszyliście kobietę, bo nie chciała paczki. Kolejną przesyłką mężczyzna dostał w… – spojrzał ponownie na ekran swojego tabletu. – Gdzie dostał?

– Rozbierał mnie wzrokiem i rzucał nieetyczne komentarze pod moim adresem, sir.

– Jesteś kurierem, nie damą. – wywarczał. John obok próbował wyglądać na skruszonego i w dodatku nie pokazać swojego uśmiechu na twarzy. Skąd mogłam wiedzieć, że paczka akurat trafi klienta tak mocno i to akurat metalowym zakończeniem? Pewnie przez najbliższy miesiąc może sobie zapomnieć o przyjemnościach. Z drugiej strony, jeśli tak traktuje wszystkie kobiety, to mogłam jeszcze użyć dodatkowo mojej stopy. Dobrze, że mój partner zabrał mnie szybko od klienta. Nie jestem pewna, jakby się to skończyło. Wszak mężczyzna leżał na ziemi własnego mieszkania i krzyczał w moim kierunku wyzwiska.

– Przepraszamy. – usłyszałam, jak John drżącym głosem mówi te słowo, choć doskonale czułam, że wcale mu nie jest przykro. Wiedział, że jeśli będziemy przepraszali i mówili, jaką to Dyrektor ma rację, spotkanie szybko się skończy.

– Nie wiem, co się dzieje w tym tygodniu, ale jeszcze jedna skarga i zawieszam was.

– Obiecuję, że nie dostaniesz żadnej pisemnej skargi na nas w najbliższych czasie. – i coś w moim głosie nawet mnie samą przestraszyło. John obok zadrżał i spojrzał dziwnie w moim kierunku. Uniósł brew. Ale taka była prawda. Połamię paluchy, nim ktoś przez komunikator będzie próbował złożyć skargę. Teraz jednak musiałam się szybko wynieść.

– Tak się zastanawiam…. – o nie, tylko nie to. Jeśli szef się zastanawiam, oznaczało to dłuższe posiedzenie w gabinecie. A ja czułam się naprawdę coraz gorzej. Moje mięśnie paliły żywym ogniem. Palce zdrętwiały. I wiem, że na twarzy miałam kropelki potu. Jeśli stąd nie wyjdę, moje ciało zacznie się trząść, a nie jestem pewna, czy opanuję krzyk bólu, jaki się zbliżał. I wiem, że mój partner obok to zauważył. Już na tyle poznał wszystkie objawy, by wiedzieć, co za chwilę może się stać. Odważyłam się na niego spojrzeć. Jego oczy były przestraszone. A zatem musiałam źle wyglądać. Gorzej niż zwykle? Co się ze mną dzieje, do cholery? – Może by was rozdzielić? Może wtedy byłoby sprawniej?

– Zróbmy tak, sir. Jeśli wpłynie kolejna skarga, wtedy zamiast zawieszenia nas, zostaniemy rozdzieleni jako ostatni test przed całkowitym wywaleniem. – ścisnęłam pięści mocniej. Palce nie do końca współgrały z resztą. Udało mi się jednak je zgiąć i tak już pozostawić. W osłonie dłoni. Czułam dreszcze. Zacisnęłam zęby mocniej. Jeśli zrobię to jeszcze mocniej, niewiele mi już z nich zostanie.

– Wasza ostatnia szansa. – machnął ręką na znak, byśmy wyszli. Bałam się, że jeśli zrobię choć jeden krok, upadnę. Nabrałam więcej oddechu i za wszelką cenę starałam się wyjść z podniesioną głową z gabinetu. John trzymał się blisko mnie.

Zamknął cicho drzwi. Widziałam, jak przez mgłę, gdy gwałtownie obejrzał się po korytarzu. Po chwili chwycił mnie i uniósł w swych ramionach. Zaniósł do pomieszczenia gospodarczego i położył na starym stole jadalnym. Drewno zatrzeszczało odrobinę pod moim ciężarem. Przeszywały mnie dreszcze.

– Nie jest dobrze, Mira. Nie jest, kurwa, z niczym dobrze. – mówił, rozglądając się po pomieszczeniu. Zasunął zasuwę w drzwiach. Po chwili poczułam zwinięte jakieś szmaty wciśnięte w moją buzię. – Zagryź to. Lepsze szmaty, niż twój język. I krzycz, jeśli to ci pomoże. – patrzyłam na niego, choć obraz mi się rozmywał. Wszystko bolało. Każdy dotyk. Ubranie. Chciałam je z siebie zerwać. Coś we mnie się przesuwało. Czułam to doskonale. Jakby pod moją skórą było coś jeszcze. Tylko nie Bestia. Obraz na obrzeżach zaczął zmieniać kolor. Znów widziałam zielenie i żółcie. Zamknęłam oczy. Nie chciałam, by John zobaczył moje oczy teraz, gdy wiem, że stały się zwierzęce. Objęłam ramionami swoje kolana i przycisnęłam mocno do klatki piersiowej. Mogłabym przysiąc, że czuję futro. To tak, jakby gładzić nim moją skórę. Ale ja to czułam od wewnątrz. I jedynie modliłam się, by nie zmienić się w taką bestię, jakiej nienawidziłam od śmierci mojej matki. – Musimy skontaktować się z twoją siostrą. Ona ci pomoże.

– Nie – wywarczałam. Mój głos był chropowaty. Warczenie bestii. Otworzyłam oczy. John cofnął się w stronę drzwi.

– Boże, Mira…. – wyszeptał, ale odłożył natychmiast komunikator. Wiedział, że przy ataku bestii nie można uciekać i pokazać jej strachu. I to właśnie teraz próbował zrobić. Patrzył na mnie z mieszanką strachu i podziwu. – Nie zmienisz się teraz w to futrzaste coś, prawda? Wiesz, ciężko byłoby cię wtedy wyprowadzić.

– Spoko. – powiedziałam cicho. Mój głos drżał. – Zaraz mi przejdzie. – chyba. Miałam taką nadzieję. John usiadł po turecku przy drzwiach i po prostu mnie obserwował. Pierwsza osoba, która się tego dowiedziała. Czy mogłam mu zaufać? Z drugiej strony raczej nie miałam teraz wyjścia, prawda? A przynajmniej szkoda byłoby go zabić. Przed sobą miałam już krwawy obraz mojego partnera. Prawie mogłam poczuć jego krew. Oblizałam usta. Czułam taki straszny głów. I jego zapach. Moje hormony szalały. Chciałam zarówno jego krwi, jak i penisa. Zadrżałam.

– To dlatego taka jesteś teraz rozdrażniona? To są te wasze jakieś tam ruje czy coś?

– Nie… nie wiem… – szeptałam cicho, bo moje mięśnie wciąż drżały z wysiłku. – Nie wiem, co się ze mną dzieje. Mam to od paru dni.

– Jak? Przecież w oficjalnych raportach nigdzie nie jest podane, jak zmieniają. Co prawda Cat Girl podaje, że wiele ukrywają, ale gdyby faktycznie tak było, to nie byłoby takich zmienionych więcej? Nocami nie biegasz po ulicach w futerku, co?

– Nie. Jeszcze nie. – zażartowałam. Zrozumiał. Moje ciało delikatnie się rozluźniało. Poczucie futra znikało. – Nie możesz nikomu powiedzieć. – patrzyłam mu prosto w oczy. Wiem, jakby to wyglądało. Ojciec skreśliłby mnie całkowicie. Teraz tylko ja mu pozostałam. Jeśli dowiedziałby się prawdy o tym, co się ze mną dzieje, nie tylko znienawidził mnie, ale kto wie, czy by też nie zapolował. Moja siostra pragnęłabym przeprowadzać testy i doświadczenia. Zabraliby mnie gdzieś. Nie wiem, czy bym przeżyła. A mam przecież swoje życie. Narzeczonego. I jeszcze rodzinę. Pierwszy raz patrzyłam na Johna i bałam się o własną przyszłość. Wszak składałam ją na jego barkach. Mężczyzny, którego znałam tylko z pracy i to od niedawna.

– Czy zaraziłaś się tym od nich? No wiesz… jako żywicielka?

– Żywicielka?! – podniosłam się bardzo powoli, do pozycji siedzącej. Opuściłam nogi. Wciąż jeszcze obraz wirował mi przed oczami, a żołądek był nadwrażliwy. Udało mi się jednak wziąć parę głębszych oddechów. – Nie jestem pieprzoną żywicielką, John.

– Więc jak? Przecież oni nie przemieniają zwykłych ludzi ot tak sobie.

– Napiłam się ich krwi. Byłam ranna, a ich krew wspomogła leczenie. Miało mi wszystko minąć po dobie. Ale jest coraz gorzej.

– Więc jedź tam i powiedz tym, którzy ci to zrobili.

– Nie wiem, kto mi to zrobił. Ja… – nabrałam oddechu. Czy mogłabym odszukać tego, który zawinił? – John, gdyby picie ich krwi zmieniało każdego, to ile ludzi byłoby już mieszańcami? Wiesz, co dzieje się na czarnym rynku. – każdy to wiedział. Nie musiałeś być ćpunem, by znać nazwy narkotyków. A już od dawna kokaina przestała być ceniona. Teraz są mieszanki krwi Zmiennych.

– Ale to, co kupujesz od dilera, nie jest w czystej postaci. – podniosłam brwi. Skąd ten mężczyzna mógł o tym wiedzie? Wstał i podszedł do mnie ostrożnie. Jakby wciąż obawiając się mojej reakcji. Usiadł powoli obok mnie. Patrzył na swoje dłonie. – Miałem siostrę. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w Dystrykcie trzecim. Rodzice pracowali w fabryce. Siostra była kelnerką w jednej knajpie. Ja zacząłem pracę u mechanika. Po jakimś czasie moja siostra zaczęła przynosić pieniądze. Mówiła, że z napiwków. Ale tam nikt nie miał aż tyle, by się dzielić. Z kumplem postanowiliśmy sprawdzić, co się dzieje. Na obrzeżach Dystryktu była dyskoteka. Handlowali tam wszystkim. Widziałem na własne oczy, jak moja siostra kupowała Reda[1]. A potem, w boksie… ona była ich żywicielką. Płacili jej za to, by z niej pić. Mało nie zginęła tamtej nocy.

– Przykro mi. – co niby miałam powiedzieć? Nie interesowałam się nigdy żywicielami. Sądziłam, że Zmienni mają krew z jakiś banków krwi. Jak mogłam coś takiego przegapić? Ile takich klubów faktycznie istnieje w całej Liberii?

– Nic by jej nie było, gdyby wcześniej nie zażyła Reda. Powiedzieli potem, że to narkotyk i nie działa na Paranormali, ale zmienia krew żywiciela i przez to pośrednio zmienia także Zmiennego. Dowiedzieliśmy się wtedy, że Red to jest mieszanka, a nie czysta krew. – teraz dopiero spojrzał na mnie. – Mira, Red jest filtrowany, mieszany z jakimiś substancjami, które właściwości krwi podkręcają. Nie znam się na tym, ale mówię to, co słyszałem. A ty dostałaś ich krew w czystej postaci. Może dlatego się dłużej trzyma? Może dlatego oni się nie dzielą bezpośrednio krwią z innymi.

– Nie wiem. Nie sądzisz, że tamten Zmienny by o tym wiedział? Twierdził, że dał mi trochę i po dobie wszystko się zmieni. Ale zmienia się inaczej, niż miało.

– Może nie wiedział. A może… może miałaś już coś w sobie, albo za dużo wzięłaś. Red działa jakieś 12 godzin, ale zdarzało się, że odczuwalne skutki jego brania czuło się właśnie przez dobę. Ale mówimy o narkotyku, nie czystej postaci. Pomyśl tylko. Gdyby wszyscy dowiedzieli się, że ich krew zmienia, ale ma też właściwości lecznicze…. ile ludzi by to uratowało?

– Gdyby wyszło to na jaw, urządzono by polowania na Zmiennych i trzymano przy życiu tylko dla ich krwi. John, nikomu nie możesz powiedzieć! – to byłaby katastrofa. Lisa byłaby wniebowzięta. – Posłuchaj… mówiłeś o klubach i żywicielach. Czy znasz jakieś takie miejsce w okolicznych Dystryktach?

– Mira, w każdym Dystrykcie są takie kluby. Dopasowane pod klientelę, ale wszędzie są żywiciele. Mogę cię zabrać do takiego. Znam kogoś, kto nas wprowadzi.

– Chcę. Załatw to. Może dzięki temu zrozumiem, co się ze mną dzieje.

– I znajdziesz tego, kto ci to zrobił. – skinęłam głową. Musiałam poznać prawdę.


[1] Red – sztucznie stworzony narkotyk na bazie środków odurzających i krwi Zmiennych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s