Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 6

Liberia 1Kiedy Mark wrócił do domu, zdążyłam już wysprzątać idealnie mieszkanie, korzystając z moich nowych umiejętności. Naprawdę tym razem sprzątnęłam wszystko. Pachniało też świeżością. I akurat kończyłam przyrządzać obiad. Uśmiechnęłam się, gdy stanął w progu i po prostu obserwował mnie. Wiem, ile tam stał. Ale udawałam, że nie zwróciłam uwagi. Starał się być cicho, a żadna ludzka istota nie byłaby w stanie się o nim dowiedzieć. Chociaż z moimi zdolnościami słyszałam jego przyspieszony oddech, ciepło ciała, aromat lekko pikantny wskazujący podniecenie i radość. Zamieszałam ponownie sos.

Mark otulił mnie ramionami. Pozwoliłam mu się tak trzymać. Uśmiechnęłam się do niego słodko. Zresztą jak zawsze, gdy coś zbroiłam.

– Czeka nas jakaś uczta?

– Lisa nie powiedziała ci w rozmowie? Przyjadą na kolację z Fabianem. Nie jestem pewna, czy czasem ojciec nas nie odwiedzi. Wspominał, że może uda mu się wyrobić z pracą na czas, ale nie obiecał. – faktycznie, Ben nigdy nie obiecuje. A wiedząc, co dzieje się pomiędzy Dystryktami, ma pewnie całe ręce roboty, by udowodnić wyższość rasy ludzkiej nad Paranormalami. Z drugiej strony wieczór spędzony z partnerem mojej siostry także nie wróżył niczego dobrego. Fabian był, jakby to powiedzieć, specyficzny. Z jednej strony uwielbiał Lisę i pokazywał, jak bardzo mu na niej zależy. Ale nie czułam od niego pełnej szczerości. Niepokoiło mnie, że znikał na parę wieczorów czy nocy. Siostra tłumaczyła, że taką ma pracę. Ale, do cholery, był agentem ubezpieczeniowym. Ta praca nie wiąże się z nocnymi dyżurami, jak u Lisy w szpitalu.

– Dobrze, pójdę się przebrać i odświeżyć, nim przyjdą. – pocałował mnie w policzek. Uśmiech znów się sam pojawił na mojej twarzy. – Choć liczyłem, że ten wieczór będzie tylko dla nas. – zamruczał. W moim podbrzuszu poczułam motylki i delikatne ciepło. Budzące się podniecenie. Wróciłam jednak do mieszania sosu.

– Po ich wizycie z pewnością nadrobimy zaległości. – klepnął mnie w pupę delikatnie i odszedł w stronę łazienki, ściągając marynarkę.

Patrzyłam, jak wiesza ją na wieszaku i wygładza. Jedna z tych drogich, o które tak dba. Przypomniałam sobie, jak niegdyś w szale namiętności zsunęłam ją z ramion i pozwoliłam spaść na ziemię, wciąż całując jego usta. Pamiętam, jak przerwał pieszczoty, by podnieść okrycie i odwiesić na wieszak tylko po to, by nie zniszczyć i by nie było żadnych za gniotów. Dopiero wtedy wrócił do mnie, całował z taką samą namiętnością, jak przed powieszeniem marynarki. Ale dla mnie to tylko odzież. Pożądanie opadło. I już nie było tego, co wcześniej. Teraz patrzyłam na sos i zastanawiałam się, od jak dawna nie czułam prawdziwej pasji między nami. Był dla mnie dobry. Czuły. Dawał mi lepszy start. Mieliśmy piękne mieszkanie w dobrej dzielnicy. Nasze życie było bezpieczne i wygodne. Nie kłóciliśmy się. I wśród znajomych uchodziliśmy za idealną parę. Może w związkach z dłuższym stażem tak właśnie jest? Pasja i namiętność wygasa na rzecz codziennego życia pełnego harmonii i spokoju. Mój poprzedni związek był burzliwy. Częste kłótnie i godzenie się w łóżku, na ścianie, na stole – wszędzie, gdzie nas poniosło. Było to jednak takie męczące na dłuższą metę. Nie chciałabym do tego wrócić. Brakuje mi jednak tej prawdziwej namiętności.

Wyłączyłam kuchenkę. Wszystko było już gotowe. Sprawdziłam po raz kolejny zegarek. Mieliśmy godzinę. Mogłam się przygotować. Uśmiechając się pod nosem, poszłam do łazienki, zrzucając po drodze ciuchy.

Mark kończył brać prysznic. Jego ciało było lekko umięśnione. Dbał o nie. Czasem biegaliśmy razem. Częściej jednak korzystał z dodatkowych witamin oraz siłowni, do której karnet dostał z pracy. Zastanawiałam się, ile tam było ćwiczeń, a ile rozmów pomiędzy pracownikami. Teraz okrył się delikatnie ręcznikiem. Spojrzał na mnie zaskoczony. Podeszłam doń bardzo powoli. Czułam jego podniecenie. Szczypało mnie w języku. Ten aromat, jak gdyby słodycz połączono z pikantną papryczką. Przeciągnęłam palcem po jego mokrym ramieniu. Scałowałam krople spływające z szyi wprost na jego zadbaną klatkę.

– Kochanie, musimy się przygotować. Nie ładnie jest przyjmować gości tuż po tym, jak się uprawiało seks. – że co, przepraszam? Lisa z pewnością nie miałabym nic przeciwko. Fabian, jak to Fabian – pewnie chciałby albo wyciągnąć od razu moją siostrę, by skorzystać z okazji, albo udawałby, że niczego nie widzi. Pewnie też jakieś komentarze by zostawił w kierunku Marka. I z pewnością nie byłyby to negatywne. Spojrzałam wprost w oczy mojego partnera. Pocałował mnie delikatnie w nos. – Nie patrz tak na mnie, zanim się rozgrzejesz, goście zapukają do drzwi. – ałć. Nie moja wina, że kobieta nie potrafi dojść tak szybko, jak mężczyzna. Zrobiło mi się przykro, ale przecież powinnam wiedzieć lepiej. Mark nie był nigdy takim typem mężczyzny. On wolał spokojnie, w łóżku, po dniu pracy dla odprężenia.

– Chodź, ogolę cię. – wyszeptałam z nadzieją, że może jednak uda mi się go przekonać. Wskoczyłam na zlew i wyciągnęłam z szafki nad głową jego maszynkę akumulatorową. Była bardzo dokładna i długo trzymała. Do tanich także nie należała, ale czego się nie robi, dla ukochanej osoby.

Pociągnęłam Marka bliżej siebie. Owinęłam nogi wokół jego bioder, przyciskając go bliżej siebie. Oparłam moje spragnione piersi o jego klatkę. Poczułam burzę własnych hormonów. Byłam taka spragniona. Miałam wrażenie, że wystarczyłby jego mały dotyk, a już bym doszła mocniej, niż kiedykolwiek. Czy to także skutek uboczny krwi Zmiennego?

Delikatnie ostrzem wibrującej maszynki, przejeżdżałam po jego policzku. Każdy ogolony pasek całowałam delikatnie. Przeciągałam językiem – oczywiście w celu sprawdzenia, czy nie pozostało tam nic do usunięcia. Czułam doskonale jego przyspieszający oddech. Czułam, jak ręcznik znacząco się wybrzusza. A mimo to Mark nie zrobił nic, by skończyć te tortury. Marzyłam o tym, by teraz zerwał ten ręcznik i wszedł we mnie brutalnie. Ale on nigdy by tego nie zrobił. Lubił łagodnie, delikatnie. Traktował mnie niczym najcenniejszy skarb. Ale nie byłam kwiatuszkiem.

Ponownie przejechałam językiem, tym razem tuż pod linią jego szczęki. Poczułam, jak ścisnął mocniej blat. Ale wciąż mnie nie dotykał. Patrzył przed siebie. W lustro. Nie na mnie. A gdzieś w przestrzeń. Czy on naprawdę próbuje się powstrzymać przed tym wszystkim, co się dzieje? Atmosfera w łazience wisiała gęstą mgłą w powietrzu. Nawet ludzka istota mogłaby tu wyczuć nierozładowane napięcie seksualne. Jakim cudem mój partner tego nie czuł? Albo udawał, że nie czuje?

Kiedy twarz już była ogolona, uniósł delikatnie głowę do góry, ułatwiając mi dostęp do szyi. Niestety ów ruch sprawił, że mięśnie się napięły, przez co ostrze maszynki mocniej przycisnęło się do skóry. Zasyczał. Ale ja patrzyłam, jak urzeczona, na formujące się krople krwi. Oblizałam wyschnięte usta. Byłam taka spragniona. I głodna. Odłożyłam za siebie maszynkę, nawet nie zwracając do końca uwagi, gdzie faktycznie ona wylądowała. Pamiętałam, by palcem wyłączyć wibrujące ostrze. Mark powtarzał, że to drogi akumulator. Wszystko było mu takie drogie. Przybliżyłam się do niego. Językiem zlizałam krople krwi. Drgnął. Wiem, że tego się nie spodziewał. Ja także nie. Zaczęłam całować i ssać to miejsce. Próbując dostać więcej słodyczy. Czułam na języku metaliczny posmak, ale było mi jej mało. Chciałam gryźć, by dostać więcej. Zamruczałam, gdy językiem znów pobrałam więcej. Metaliczny smak pomieszany ze słodyczą. Owinęłam się wokół niego bardziej. Ocierałam się o rosnącą erekcję. Mark wydał cichy jęk, gdy palcami uchyliłam poły ręcznika i chwyciłam mocno jego penisa. Nogami oplotłam go bardziej, przyciągając mocniej do niego. Wciąż wysysając z niego krew, jednym ruchem wpuściłam go do siebie. Poczułam ból. Ale to jeden z tych przyjemniejszych. Moje ciało natychmiast dopasowało się do inwazji. Byłam taka spragniona. Mężczyzna jęknął doniośle. Wciąż jednak utrzymywał się blatu. Nie dotykał mnie. Pchnęłam biodrami do niego. Cofnął się. Znów to zrobiłam.

– Usiądź. – wywarczałam w szyję, lekko ją podgryzając. I wiem, że zostaną mu po tym ślady. Coś, czego Mark nienawidzi. A co ja chciałam pokazać wszystkim. Pragnęłam pokazać, że należy tylko do mnie i jak nam dobrze razem.

Mark opadł na zimną podłogę. Musiał przytrzymać ciało na dłoniach. Gdybym była szczegółowa, powiedziałabym raczej, że pacnął na ziemię. Teraz jednak nie przejmowałam się tym. Siedziałam na nim. Czułam go drżącego wewnątrz siebie. Zaczęłam poruszać biodrami. Mocno opadając na niego. Ujeżdżałam go silnie, wciąż gryząc i całując szyję, klatkę, ramiona. Potrzebowałam tego. Tak bardzo pragnęłam, by mężczyzna teraz mocno chwycił mnie za biodra. By zostały mi tam ślady jego palców. By mocno mnie pieprzył, nawet na tej zimnej podłodze. Nie liczyło się bowiem nic – tylko przyjemność.

Pot skapywał z nas na podłogę. Jęczałam i przyspieszałam ruchy. Nie patrzyłam na Marka. Bałam się tego, co zobaczę w jego oczach. A byłam tak blisko. Czułam, że on także. Moje mięśnie drżały. Ogromne pokłady ciepła przeszły przez podbrzusze, kierując się w stronę mojej płci. Mark także był blisko. Słyszałam to po głośnych wydechach. On był zawsze taki cichy. Nawet to mnie złościło. Tym razem jednak nie dam się uciszyć. To moja chwila. Dla mnie.

Mój krzyk. Odrzuciłam głowę do tyłu. Dałam upust przyjemności. Pozwoliłam się jej pochłonąć. Moje ciało drżało, ale nie potrafiłam przestać. Wciąż się poruszałam na nim, przedłużając swoją agonię przyjemności. Po chwili Mark chrząknął i wypełnił mnie swym nasieniem. Zadrżałam bardziej. Opadłam na niego, wtulając się w jego ramię i szyję. Językiem zlizałam odrobinę potu. Słony smak przemieszany z hormonami seksu. Ambrozja.

Cisza się przedłużała. Nasze oddechy się wyrównały, ale żadne z nas się nie ruszyło. Czułam, jak mięśnie ramion Marka drżą od ciężaru. Wszak opierałam się o niego prawie całą sobą. Otworzyłam oczy. Ściany były w żółtych i zielonych kolorach, choć powinny być idealnie białe. Wszystko widziałam w barwach żółci, zieleni i czerwieni. Nienaturalne kolory. I znów te dokładnie widzenie. Spojrzałam w lustro. Zadrżałam. Moje oczy mieniły się złotym blaskiem.

Oczy bestii.

A ja patrzyłam na siebie urzeczona. Czy to także mi dał? Możliwość zmiany oczu? Czy to nie za dużo przy małej wymianie krwi ze Zmiennym? Nigdy nie słyszałam, by osoby zdobywające na czarnym rynku krew Bestii, zmieniali się w jakikolwiek sposób. Owszem, dodawało to energii i wielu zdolności, ale nigdy nie zmieniało to człowieka. Dlaczego miałam te oczy?

Mark pogładził mnie delikatnie po plecach. Odetchnęłam głęboko. Drżącym oddechem. Ten dotyk mnie uspokajał. Obserwowałam w lustrze, jak oczy wracając znów do normalnego koloru. Zrozumiałam. Musiałam się uspokoić. Kolory także wracały do naturalnych. Nabrałam więcej uspakajającego oddechu.

– Wszystko dobrze? – zapytał mężczyzna szeptem. Uśmiechnęłam się delikatnie i pocałowałam go w ramię. To ja powinnam go o to zapytać.

– Tak. Przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.

– Tak. Nigdy taka nie byłaś. – jego palce delikatnie gładziły mój kręgosłup i boki. Kreśliły nic nie znaczące znaki. Wiedziałam, że Mark zatapia się w swych myślach.

– Wiem. Przepraszam, Mark.

– No już dobrze. Byłaś taka dzika. Tego potrzebujesz, Kochanie?

– Nie…. nie wiem. – wyszeptałam niepewnie. Tak naprawdę lubiłam jego czułość, ale czasem potrzebowałam i dzikości, pasji, namiętności pozbywając się wszelkich granic. I choć raz odważyłam się to właśnie zrobić. Wziąć go tak, jak marzyłam. I pomyśleć, że za to powinnam być także wdzięczna mojemu wybawicielowi.

– Kochanie, szanuję cię, a to… to było mocne i z pewnością zapamiętam, ale… to nie było okazanie należytego szacunku mojej kobiecie. Matce przyszłych dzieci. Nie chcę byśmy się … – zniżył głos, jakby wstydził się tego, co chce powiedzieć – pieprzyli… – wypluł to słowo, jak przekleństwo. – Tak robią ci, którzy płacą za seks. My mamy miłość i szacunek. Nie potrzebujemy tego… – pocałowałam go, choć w środku zwijałam się na myśl, że to tylko raz tak dobrze się czułam. Do końca życia będę jedynie w łóżku, w jednej pozycji. Bo mnie szanuje. Przeszył mnie zimny dreszcz. Lód zakradał się do mego wnętrza. To był tylko jeden, jedyny raz, gdy mogłam zrobić to po swojemu. I nigdy już nie będzie mi dane tego przeżyć ponownie. Poczułam, jak coś we mnie pęka.

Uśmiechnęłam się do niego, choć w sercu czułam mróz. Wstałam delikatnie. Poczułam, jak wypływa ze mnie. Nawet moje ciało nie chciało go zatrzymać w sobie. Wytarł mnie delikatnie ręcznikiem. Podniósł się i pocałował w czoło. Czy nie powinien całować z pasją?

– Co się z tobą dzieje?

– To pewnie przez tą noc na zewnątrz.

– Tak, Maleństwo. Otarłaś się o takie niebezpieczeństwo. To pewnie dlatego. – pogładził mnie po ramieniu. Skrzywił się z obrzydzeniem na widok śladów, które na nim zostawiłam. Odbite palce na ramionach. Pogryziona szyja. Wyszedł.

Patrzyłam w lustro. Widziałam siebie, ale to była obca istota. Czy pozostawienie śladów na ukochanej osobie, to taka zbrodnia? Ja bym chciała, by Mark zostawił na mnie swoje ślady. Zaznaczył, że należę do niego. Nie pierścionkiem, przy świadkach, w urzędzie. Nie tego pragnęłam. Nigdy nie marzyłam o ślubie. W porównaniu przynajmniej do Lisy.

Marzyłam o prawdziwym naznaczeniu. O pierwotnej rządzy.

Pokręciłam głową i wyszłam z łazienki. Czas przygotować się na przyjęcie gości i udawanie, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s