Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 5

Liberia 1Odchyliłam głowę, kładąc ją wygodniej na brzegu wanny. Rzadko jej używaliśmy. Taki luksus mieli jedynie mieszkańcy wyższych Dystryktów. Marka pensja pozwalała nam na kąpiel raz na miesiąc. Reszta dni musiał wystarczyć nam szybki prysznic. Latem będzie jeszcze gorzej, bo w zbiornikach nie będzie wystarczająco dużo wody. Dziś jednak uznałam, że zasłużyłam na taką przyjemność leżenia w naszej podwójnej wannie, pełnej piany z olejków, które Mark dla mnie sprowadził z innych Osad. Łazienkę wypełniał boski zapach świeżości połączonej z kwiatem lawendy. Lekko leśny aromat. Moje ciało jednak pachniało wciąż mężczyznom z tej nocy. Czy to możliwe, by przez krew zostawił coś jeszcze? No i oby miał rację odnośnie utrzymywania się tego stanu przez maksymalnie dobę. Przez pierwszą chwilę w kąpieli obserwowałam pękające bańki. Nigdy nie widziałam ich tak dokładniej. Byłam urzeczona tym widokiem. Patrzyłam, jak pęka mały bąbel i jaki robi rozbryzg na okoliczne bąbelki. Nabrałam na dłoń sporo piany. Uniosłam ją i lekko dmuchnęłam. Skupiałam się na tym, jak opadają na dół. Jak mieniły się każda w zupełnie innych kolorach. Każda miała swój mały odcień. Niczym diamenty. Tworzyły wyjątkowe tęcze w samym środku siebie. Niesamowite.

Teraz jednak położyłam głowę zmęczona podziwianiem wszystkiego z taką dokładnością. O tak, te kołtuny kurzu w kacie także widziałam. I każdy zaciek na ścianie. Nawet jeśli były minimalne, ja je widziałam. Nigdy nie byłam perfekcyjna w porządkach, ale zobaczenie teraz jak bardzo omijałam niektóre miejsca sprawiało, że chyba jestem w stanie albo szorować wszystko na kolanach, albo dam się przekonać narzeczonemu do zatrudnienia sprzątaczki.

Słyszałam dokładnie, jak karta przechodziła przez czytnik. Jak kod do drzwi był wbijany. Gdy drzwi się uchyliły. Czułam dokładnie zapach osoby, która weszła do mieszkania. Kobieta. Dobrze mi znana. Moja siostra właśnie przyszła na przeszpiegi. Leżałam jednak bez ruchu czekając, aż wejdzie do łazienki i sama się przekona, że żyję i mam się dobrze. Czułam każdą jej emocję, jak gdyby miałam swój własny smak na moim nadwrażliwym języku. Nigdy dotąd nie podejrzewałam, że nasze emocje mają swoją esencję. I choć początkowo nie rozumiałam ich znaczenia, mój mózg natychmiast kwaśny aromat przypisał dla strachu, obawy. Szybkie bicie serca w połączeniu z lekkim pieczeniem gdzieś na końcu było oczekiwaniem, zniecierpliwieniem może nawet. I ten słodki zapach, gdy weszła do łazienki i mnie zobaczyła. To musiała być radość, ulga. Miłość?

– Boże, ty żyjesz! – podbiegła, prawie ślizgając się na mokrej podłodze. Chciała mnie uściskać. Widziałam szybko bijącą żyłę na szyi. Znów zaburczało mi w brzuchu. To jest akurat minus odczuwania tego wszystkiego intensywnie. Pragnęłam zwykłego pożywienia, ale też ciągnęło mnie do krwi.

– Cała. Zdrowa. Lekko zziębnięta.

– Gdzie byłaś?! Mark wychodził z siebie. Dzwonił do mnie co godzinę, czy nie widziałam cię na dyżurze, ani czy o niczym nie słyszałam. – nabrała powietrza, by mówić dalej. Położyłam głowę bokiem na obrzeżach wanny i patrzyłam, jak wypuszczała kolejne z siebie słowa. Teraz nic nie mogło jej powstrzymać. Mówiła o komunikatorze, o informacji o powrocie na własną rękę, o doniesieniach o jakieś walce bestii. A ja wciąż nie wracałam. Chcieli mnie szukać, ale żaden patrol nie mógł im zapewnić bezpieczeństwa, bo zajmowali się czymś pilnym. No jasne, że zajmowali się akurat morderstwem. Kolejnym. – Co się stało?

– Wracałam na własną rękę, co było bardzo złym pomysłem, Sis. Rozbiłam auto, a w oddali słyszałam wyjące bestie, więc schowałam się w tych blokowiskach na obrzeżach naszego Dystryktu. Nic mi nie było.

– I siedziałaś tam całą noc? Sama? Nie mogłaś nas zawiadomić? – uśmiechnęłam się na wspomnienie tych męskich ramion. Moje zdradzieckie ciało zadrżało. Lisa mogłaby jednak tego nie zrozumieć tak, jak powinna. Co prawda ona nie uważa Paranormali za złych. Dali jej dobrą pracę w szpitalu. Codziennie widzi to, co dzieje się w całej Osadzie. Wie, jakie walki toczą ze sobą mieszkańcy Dystryktów. Wiele razy powtarzała mi, że więcej ofiar jest pomiędzy walkami ludzi, niż pomiędzy zmiennymi. Ale co ona może wiedzieć? Jak wielu nie udało się odnaleźć, bo zmienni już zadbali, by ich zbrodnie nie ujrzały światła dziennego. Z pewnością nie oddaliby na oddział ratunkowy jakiegoś w połowie zjedzonego człowieka. Lisa zdawała sobie sprawę, jakie ja mam do tego podejście i jak bardzo rozczarowała naszego ojca wybierając karierę na rzecz Paranormali. Ona jednak chciała spokojnie przeżyć w Liberii. Nie chciała już więcej każdego dnia oglądać się za siebie, żyć w sekretach. Wystarczająco, że musiała przed swoim partnerem ukrywać prawdę o własnej rodzinie. Nie chciała jeszcze go oszukiwać w stosunku do samej siebie. I ja to rozumiałam. Ojciec może nieco mniej. Ale jego głowę i tak zaprzątało ratowanie ludzkości z rąk bestii. Ja kochałam swoją siostrę. I jeśli takie życie dawało jej prawdziwe szczęście, to nie miałam prawa jej tego zabronić. Wiem także, że mogłam na niej polegać i dochowałaby tajemnicy. Przymykała także oko, gdy wykradałam raporty potrzebne mi do artykułów. Ale wciąż wierzyła, że życie w Liberii takiej, jaka jest teraz, jest znacznie bezpieczniejsze, niż gdyby miało zabraknąć Paranormali, pozostawiając nas na łasce mieszańców. Prawdziwych bestii.

– Mówiłam już, byłam bezpieczna. I nie mogłam się z wami skontaktować, bo rozbiłam sobie komunikator. Będę musiała zgłosić się po nowy. – a przy okazji może od Służb Porządkowych dowiedziałabym się coś o wypadku na drodze i czy były jakieś doniesienia w sprawie uśmierconej bestii na skraju Dystryktu.

– O czym ty mówisz? Przecież widziałam przed budynkiem twój samochód. Komunikator widział nad lusterkiem. – poderwałam się. Być może zrobiłam to zbyt szybko, ale przecież jak to możliwe? Pamiętam doskonale, że o świcie nie było żadnego samochodu. Mój pojazd był zabrany, tak samo jak ciało rozerwanej bestii, a ulica dokładnie sprzątnięta. Owinęłam się ręcznikiem. Nie zwracając uwagi na siostrę, pobiegłam do okna. Faktycznie, tuż przed wejściem stał mój pojazd.

Jeszcze nigdy tak szybko się nie ubierałam. Ale nie mogłam przecież wybiec w samym ręczniku przed budynek, prawda? Wsunęłam luźne spodnie dresowe i bluzę. Nie dbałam nawet o bieliznę. Na stopy wsunęłam swoje stare buty do biegania. Musiałam zobaczyć, co to wszystko znaczyło. Mam już zwidy? Dałabym sobie rękę uciąć, ba – nawet dwie, że rano jeszcze auta nie było. Zbiegłam ze schodów, zatrzymując się praktycznie na masce pojazdu. Wyglądał tak, jak mój. Przyjrzałam się uważnie. Nie, to nie był mój. Pamiętam te wszystkie rysy i wgniecenia, które zrobiłam przez moją kiepską jazdę. Ten był w stanie idealnym. Ten sam kolor, co mój. Ta sama marka. Ale był nowy. Wręcz pachniał nowością. Otworzyłam go bez problemów i sięgnęłam po komunikator. On także był nowy. Choć na takim samym pasku, jaki miałam do poprzedniego. Ręczna robota, dawnego przyjaciela mojego ojca. Pod paskiem była przyczepiona karteczka. Mały kawałek papieru. Grubego. Eleganckiego. I z pewnością bardzo drogiego. Szerokim, pochylonym pismem zostawiona była informacja:

„W podziękowaniu za tę noc. Nie ryzykuj więcej…”

Zero podpisu. Ale nie był mi potrzebny. I tak wiedziałam, od kogo jest. Zarówno kartka, jak i pojazd, komunikator oraz czystka. Rozejrzałam się po okolicy.

Przecznicę dalej stał oparty ramieniem o ścianę kolejnego bloku. W cieniu. Ale dzięki jego krwi, widziałam dokładnie tą postać. Tajemniczy. Uwodzicielski. Patrzyłam wprost na niego, walcząc z pojawiającym się podnieceniem. Moje zdradzieckie ciało. I mogłabym przysiąc, że widziałam jego lekki uśmiech. Ironiczny. Wiedział? Skinęłam delikatnie głową w podzięce. Po chwili cofnął się bardziej w cień. I wiedziałam, że już go tam nie ma. Jak można tęsknić za kimś, kogo się nie zna?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s