Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 4

Liberia 1Otworzyłam oczy. Podniosłam się prawie natychmiast. Zdziwiona, że nogi nie bolały po całej nocy na betonie. Otrzepałam spodnie i zaczęłam się rozglądać wokół. Byłam sama. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że nie ma sensu szukać mojego wczorajszego wybawcy. Zmienny. Paranormal. Bestia. A mimo to uratował mi życie. No i zostałam nienaruszona. Inaczej pewnie bym coś wiedziała, prawda? Rozejrzałam się po legowisku. Ale nic tu nie zostało. Jedynie jedna kropla krwi. Moja czy jego? Przypomniałam sobie, że podzielił się ze mną własną krwią. Zapewniał, że to mnie nie zmieni. Ale fakt, jak się teraz czułam… Nic dziwnego, że czarny rynek tak kwitnie. Sprzedają tam krew Bestii, która ponoć daje „niezłego kopa”. Nigdy nie próbowałam. Jednak teraz miałam doskonale pojęcie, co oni czuli. Miałam mnóstwo energii. Wszystko widziałam tak wyraźnie. Czułam każdy pyłek. Widziałam blokowiska mojego Dystryktu tak dokładnie, jak gdyby stała tuż przy nich. A przecież oddzielało nas tyle metrów. Czułam budzące się życie wokół. Ludzie wstawali do pracy. To mnie otrząsnęło. Przecież ja nie wróciłam do domu i pewnie wszyscy się martwią. Mają dowód na swoich komunikatorach, że zgodziłam się wracać na własną rękę. Ale nie wróciłam. Pewnie myślą, że padłam ofiarą jednej z bestii.

Odszukałam klatkę schodową i zbiegłam. Nie ufałam windom. Zresztą mając tyle energii, nie zmęczyłam się nawet opuszczając kolejne piętro. Siedem w dół i wciąż brak zadyszki. Ciekawe, jak to jest być zmiennym i nigdy już nie czuć się tak słabą ludzką istotą? Potrząsnęłam głową energicznie. Nie mogłam o tym myśleć. Przecież zmienni, te bestie, robią tak wiele złego. Zabijają. Jedzą. Ilu przyjaciół nie dane mi było nigdy odnaleźć w niższych dystryktach. Ich śmierć potwierdzały jedynie szczątki. Widziałam zdjęcia, które ojciec ukrywał przed wszystkimi. Oni są źli. Zawsze mi to powtarzał. Pokazywał mi czasem to wszystko, jako dowód. Dlaczego więc jeden z nich uratował mi życie? To było pozbawione jakiegokolwiek sensu.

Przed budynkiem zastałam jedynie pustą ulicę, trochę szczątków mojej szyby i wygiętą barierkę. Na haku przed wejściem wisiała moja torba. Zarzuciłam ją na ramię sprawdzając, czy było w niej wszystko, co potrzebowałam. I faktycznie było. Nawet okulary nagrywające, choć teraz wygięte i zniszczone. Miałam jednak nadzieję, że odzyskam nagranie z nocy.

Przechodząc ulicę, szukałam dowodów wczorajszego zajścia. Pamiętam walkę bestii i zmiażdżony mój pojazd. A jednak nic tu nie było. Rozejrzałam się wokół, ale nic nie znalazłam. Spojrzałam w górę – uszkodzone kamery. Ale wczoraj działały. Czy to możliwe, by ktoś specjalnie je zniszczył, by nikt nie odkrył prawdy z tej nocy? Czy tamten mężczyzna jednak sprzeciwił się jakimś rozkazom i mnie uratował? Kim był? Nawet nie pamiętam, by się w ogóle przedstawiał. Tylko to, jak się zmieniał z ciemnej bestii i bardzo przystojnego mężczyznę. Zadrżałam na tamto wspomnienie. Hormony niebezpiecznie podskoczyły. Ale ja mam narzeczonego, nie mogę pożądać tak kogoś innego i to w dodatku wroga ludzkości. Prawda?

Ukucnęłam, ale ulica była mokra. Dotknęłam palcami. To woda z opracowanym przez Radę Dystryktów rozpuszczalnikiem krwi. Miało niwelować jej właściwości, by czarny rynek nie rozwijał się niebezpiecznie. Kto to wszystko posprzątał? I jeśli to były siły porządkowe, to dlaczego mnie nie szukano, tylko odwieszono moją torbę? Nie zabrano jej, by przekazać bliskim. Jedynie oddano tak, bym jej nie przeoczyła. Jakby wiedzieli, że jestem w tym budynku. A jednak nie przyszli po mnie i zawieźli do domu. O co w tym wszystkim chodzi?

Pierwszy raz rozejrzałam się po okolicy niepewna wszystkiego, co wiedziałam do tej pory. Ojciec nigdy nie mówił, by jakieś bestie miały ze sobą konflikty. Byli zrzeszeni i za dnia ukrywali się w podziemiach lub na obrzeżach, by zaatakować nocą. Ale nigdy nie słyszałam, by ktoś po nich sprzątał bałagan. No i nikt nie chronił istoty ludzkiej. Mnie. Stałam na środku ulicy i nie wiedziałam, co dalej mam ze sobą zrobić. Wierzyłam w słuszność rasy ludzkiej. Chciałam walczyć przy boku ojca o nasze prawa. Nienawidziłam tych bestii tak samo, jak On. Ale teraz? Byłam cała. Wyleczona. I to dzięki jednemu z nich – wrogowi ludzkości. Nie wierzyłam, by Rada Dystryktów, w której zasiadali głównie zmienni, różniła się za bardzo od tych bestii szalejących nocami. Oni po prostu mordowali po cichu, we własnych alkowach, albo dzikich polowaniach poza Dystryktami. Słyszałam, że nocami przychodzą do Dystryktu 1 na polowania. Po tamtych ludziach nikt przecież nie płakał, prawda?

Obróciłam się po raz ostatni i ruszyłam przed siebie. Środkiem świeżo wyczyszczonej ulicy. Wprost do własnego domu. Robiłam się głodna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s