Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 3

Liberia 1Coś mokrego dotknęło mojego czoła. Czułam to już po raz kolejny. Próbowałam odepchnąć, ale nie mogłam się poruszyć. Coś mnie blokowało. A może ktoś? W głowie wciąż słyszałam melodyjny głos. I to wycie w oddali. Przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Otworzyłam powoli oczy. Nade mną była męska twarz. Widziałam ją. Twarz bestii sprzed auta. Zrobiła jedyną rzecz, jaką potrafiłam w tej chwili. Mocno pchnęłam głowę do przodu. Uderzenie sprawiło, że jęknęłam. Mężczyzna siarczyście zaklął. A potem spojrzał na mnie gniewnie. Z jego nosa buchnęła krew. No cóż, nic mu nie będzie, skoro był tą bestią. Ciężar, trzymający mnie w miejscu, natychmiast mnie puścił. To musiał być ten mężczyzna. Natychmiast się podniosłam do pozycji siedzącej. I ponownie jęknęłam. Wszystko mnie bolało. Podparłam się na łokciach, czekając, aż przestanie mi tak wirować w głowie.

– Dlaczego to zrobiłaś?! – spojrzałam na mężczyznę. Mdłości przestały się na szczęście nasilać. Jeszcze tylko brakowało, bym nań zwymiotowała.

– Przestraszyłeś mnie. – wywarczałam. Może i jestem tylko kobietą, ale potrafię sobie radzić sama. Może nie z bestiami, bo na to jestem za słaba, jako człowiek. Ale z mężczyznom jestem w stanie sobie radzić bez problemów. Wszak jest parę bardzo bolesnych dla ich płci miejsc. Patrzył na mnie z taką złością.

– A teraz znów krwawisz. – skinął delikatnie głową w moim kierunku. No cóż, kobiety już tak mają, prawda? Ale z drugiej strony pewnie mam teraz jakąś ranę w miejscu, w którym głowa mi zaczęła pulsować.

– A co, głodny się robisz?

– Gdybym był, już byś się nie obudziła. – podszedł ponownie do mnie. Popatrzył uważnie na moją głowę. Po chwili się nachylił. Poczułam coś ciepłego na czole. Odskoczyłam od niego. A przynajmniej na tyle, ile dałam rady z moim obolałym ciałem. Nie za wiele mi to dało, ot parę centymetrów.

– Czy ty mnie właśnie lizałeś po ranie? – nie byłam tym przestraszona, a to powinno mnie chyba trochę zaniepokoić, prawda? Bestia lizała mnie po ranie. To tak, jakby zaczęła się do mnie dobierać, jak do kolacji? Ale w tej chwili czułam jedynie obrzydzenie na myśl, że zlizywał mi z czoła krew. Ale mężczyzna tylko prychnął.

– Dzięki temu przestaniesz krwawić i szybciej się zagoi.

– Od lizania??

– Od enzymów w mojej ślinie. – jego głos stawał się znudzony. Nikt nie kazał mu tu ze mną siedzieć, prawda? Z drugiej strony zdecydowanie już bardziej wolałam jego tutaj, niż tamte bestie będące gdzieś na zewnątrz. Dziwne, że tu nie weszły. Rozejrzałam się. Wokół były tylko jakieś kamienie. Mnóstwo brudu. Byliśmy w opuszczonych budynkach na skraju mojego Dystryktu. Dlaczego bestie tu nie weszły? Nic nas przed nimi nie chroniło. Słyszałam wyraźnie wycie wokół budynku. Panował tu ciemności. Jakim cudem go widziałam? Może nie wyraźnie, jak w dzień, ale mimo wszystko widziałam. Lekko rozmazane.

– Co mi zrobiłeś? – wiedziałam, że to przez niego. Nigdy nie miałam aż tak dobrego wzroku. Owszem, nocą widziałam lepiej niż niejeden człowiek, ale mimo wszystko nigdy aż tak dobrze. Jakby na potwierdzenie moich podejrzeń, mężczyzna potarł swój kark. Przechyliłam głowę. Było mu niezręcznie.

– Byłaś bardziej ranna, niż przewidywałem. Twoja krew ich ściągała.

– Ok… co mi zrobiłeś. – wywarczałam. Widziałam, jak unosi się jego górna warga, jakby chciał na mnie także warknąć. Czyżby nie podobał mu się mój ton. No cóż, trudno. Witamy w ludzkim świecie, gdzie kobiety także mają wiele do powiedzenia.

– Nic wielkiego… trochę mojej krwi, byś wyzdrowiała.

– Co?!

– No wiesz, takie coś czerwone…

– Wiem, co to jest krew, idioto, i skąd się bierze. Dlaczego to zrobiłeś?!

– Bo krwawiłaś, a to ściągało mieszańców. A ja naprawdę dziś już nie mam ochoty na zabijanie. Czy teraz możesz po prostu odpocząć? W ciszy na przykład?

– Ale to mnie nie zmieni, prawda? Nie będę jakimś chodzącym mutantem, czy coś?

– Nie. Twoje zmysły są wyostrzone, ale to potrwa tylko dobę. Potem wszystko wróci do normy. A teraz, możemy odpocząć w CISZY? – warknęłam, ale ułożyłam się wygodniej pod ścianą. Po chwili dołączył do mnie. Usiadł obok. Emanował ciepłem swego ciała. A mi było tak potwornie zimno.

– Dziękuję. – wyszeptałam. A potem wtuliłam się w niego. Nic nie powiedział. Jedynie przez chwilę siedział sparaliżowany, by potem objąć mnie i przygarnąć bardziej. – Dziękuję za uratowanie życia. I zimno mi. Mogę?

– Czy nie powinnaś zapytać o to, zanim prawie na mnie wlazłaś?

– Łał, bestia i sarkazm. To prawie ludzkie, nie sądzisz? – nawet się uśmiechnęłam.

– Już wolałem, jak byłaś nieprzytomna. – prychnęłam niezbyt grzecznie. Wtuliłam się w niego. Pozwolił mi. Zaciągnęłam się jego zapachem. Męski. Piżmowy. Przypominał mi zapach lasu. Ale ja lasu dawno nie widziałam. Kiedyś ojciec zabierał mnie na biwaki. Ale byłam wtedy taka malutka. – Śpij, ja potrzymam wartę. – zamknęłam oczy, rozkoszując się przyjemnym ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa. Czułam jego palce kreślące jakieś znaki na moim ramieniu. Nasze nogi splecione. Pocałował mnie w głowę. A ja nie czułam otępiającego bólu. – Śpij, Piękna. – wyszeptał. Ale nie byłam w stanie już zareagować. Pochłaniał mnie sen. Zmęczenie. I ostatnie, co zapamiętałam, to jego gorące usta na moim czole.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s