Liberia. Wyzwolone miasto–Rozdział 2

Liberia 1Zjechałam dość szybko na mój Dystrykt. Zostało mi do pokonania jeszcze z parę przecznic. Ucieszona docisnęłam gazu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się bezpiecznie w domu. W miejscu ciepłym i w miarę przyjemnym. A gdy nastanie późna noc, Cat Girl opublikuje najnowsze doniesienia w Sieci. Pokarze zdjęcia z zajścia. Kolejne morderstwo popełnione przez Paranormali. Ludzkość miała prawo wiedzieć. Jako Cat Girl, byłam ich głosem prawdy. Komunikator zawibrował. Wiedziałam, że to Mark. Zapewne się martwił, bo nie oddzwoniłam.

Nagle coś uderzyło w przód mojego auta. Pisnęłam cichutko, gdy moim ciałem szarpnęło. Siłą rozpędu uderzyłam w barierkę zjazdu. Widziałam wirujące szare blokowiska, teraz pokryte cieniami i mrokiem. Obraz coraz bardziej kręcił się tuż przed wzmocnioną szybą. Ponowne uderzenie. Tym razem szarpnęło mną w bok.

Nastała cisza. Złowieszcza cisza przerywana jedynie moim ciężkim oddechem. Otworzyłam oczy. Bolało. Wszystko mnie bolało. Dotknęłam opuszkami czoła. Było mokre. Nie musiałam nawet sprawdzać koloru moich palców. Wiedziałam, że to krew. Musiałam uderzyć głową o boczną szybę. Szczęście, że w tych czasach robią wzmocnione, inaczej byłabym już martwa. Niestety zauważyłam także mocno wygięte drzwi. Musiałam bardzo mocno uderzyć w barierkę.

Gdzieś z oddali usłyszałam warczenie. Zmrużyłam oczy. Nie podobał mi się ten dźwięk. Przecież powinno być pusto w tych częściach Liberii. Zobaczyłam bestię. Wyszła zza rogu jednego z blokowisk. Przez chwilę stała z uniesionym pyskiem. Jak gdyby wdychała powietrze. A potem spojrzała wprost na mnie. Znów warknęła. Ciemna sierść. A przynajmniej tam, gdzie jeszcze była. Resztę skóry stanowiły dziwnie jasne placki. Jak gdyby ktoś wyrwał sierść z grzbietu i boków, zostawiając teraz jedynie zaskorupione rany. Bestia otworzyła pysk. Z ogromnych kłów kapała ślina. Czerwone oczy teraz wpatrzone we mnie. Skradała się. W ciszy, która panowała, mogłam usłyszeć pazury stwora szorujące pokrycie drogi. Wiedziałam już jedno – musiałam się stamtąd wydostać. Samochód przez chwilę był dla mnie jedynym ratunkiem, ale nawet wzmocnione szyby nie wytrzymają ataku rozszalałego stwora. Wówczas mój pojazd stanie się jedynie pułapką.

Palcami namierzyłam awaryjne otwieranie drzwi. Szarpnęłam parę razy. Drzwiczki ani drgnęły. Musiały być bardziej uszkodzone przy uderzeniu, niż sądziłam. Wiedziałam jednak, że tylne drzwi z pewnością były całe. Nie przypominałam sobie, bym właśnie tamtą częścią gdzieś uderzyła. Próbowałam się ruszyć, ale nie byłam w stanie. Coś przygniatało mi nogi. Rozejrzałam się szybko, ale nie miałam pod ręką kompletnie nic do obrony. Czułam wzrastającą panikę.

I jedna myśl – skończę marnie prawie w progu własnego domu.

Bestia zawyła przeraźliwie. Skoczyła do przodu.

I jedynie ciszę nocy przeciął paniczny krzyk ofiary. Mój krzyk przerażenia.

Nagle w bestię uderzyła ciemna plama. Próbowałam wytężyć wzrok, ale jedyne co wiedziała, to dwa cienie. Wiedziałam, że jednym z nich był ten potwór. Kim jest drugi? Czyżby walczyli o pierwszeństwo do mnie? Wiedziałam jednak, że musiałam się stamtąd wydostać. A teraz, gdy na drodze toczyła się walka pomiędzy dwoma cieniami, miałam jedyną okazję do opuszczenia tego miejsca. Ponownie szarpnęłam drzwi, ale ani drgnęły. Spróbowałam nachylić się, by pod innym kontem wysunąć swoje przygniecione nogi. Poruszałam palcami. Sprawne. Całe szczęście. Jak miałabym pracować ze zmiażdżonymi nogami? Po uderzeniu w barierkę, przód auta cofnął się, zmieniając w ciasną pułapkę. Musiałam czymś podważyć te blokady, inaczej się nie wydostanę. Rozejrzałam się raz jeszcze po wnętrzu. Ale nie widziałam nic. Moja torba leżała teraz na ziemi. Komunikator rozbity. Nawet nie mogłam z niego wysłać sygnału alarmowego. Byłam zdana tylko na siebie.

Wycie. Spojrzałam w bok. Właśnie jedna z bestii padała na zakrwawioną drogę. Nie poruszyła się. Druga odwróciła do mnie. Dokładnie do mnie. I mogłabym przyrzec, że widziałam inteligencję w tych jasnych oczach. Potwór poruszył się. Powoli w stronę auta. Znów próbowałam się wydostać. Wtedy się zatrzymał. Patrzyłam, jak zmienia się w inną postać. Ciemne futro, które było zadbane, czyste znika. Pojawia się ciemna skóra. Mleczna czekolada. Moje jedyne skojarzenie. Pysk cofa się na rzecz męskiej twarzy, z mocno zaznaczonymi kościami żuchwy, prostym nosem i ciemnymi brwiami. Włosy prawie czarne w tym świetle, lekko przydługie. Trochę się skręcały przy karku. Znikały łapy na rzecz nagich, ludzkich kończyn. Nie potrafiłam oderwać od tego wzroku. Nigdy nie widziałam przemiany paranormala. Sądziłam, że te dzikie bestie tego nie potrafią. Wszyscy mówili, że to paranormale, które zdziczały i kontrolę nad nimi przejęła zwierzęca strona, a nie ludzka. Ten taki nie był. Spojrzał na mnie. I ten wzrok sprawił, że przestałam oddychać. Po chwili zamknął oczy, jakby potrzebował odciąć się od tego wszystkiego. Jego ciało pokryło się ludzkim ubraniem. A jednak oni potrafią sobie je wyczarować. Uśmiechnęłam się na tę świadomość.

– Jesteś cała? – spojrzałam w górę. Jego głos był szeptem w wietrze. Zachrypnięty. Cichy. Ale pełen mocy. Poczułam, jak w podbrzuszu buduje mi się ciepło. Podniecenie. Jestem nienormalna. I jedyne, co potrafiłam zrobić, to skinąć głową. Mężczyzna podszedł do samochodu. Szarpnął drzwi. Puściły. Jak to zrobił, skoro ja nie mogłam. Podał dłoń, by pomóc mi wysiąść.

– Moje nogi. – wyszeptałam. Zmarszczył brwi. – Coś je blokuje. Nie mogę ich wyjąć.

– Możesz nimi ruszać? – ponownie skinęłam potwierdzająco. Wszak czułam, jak poruszam palcami. Czułam je. I czułam także ból. I choć nie lubię go czuć, tym razem był dobrym znakiem przecież. Mężczyzna wsunął głowę do środka, prawie kładąc mi ją na kolanach. Czułam na kolanach jego przesuwającą się rękę. Chciał zapewne wybadać, co takiego blokuje mi nogi. Ja w tym czasie jednak walczyłam z silnym pragnieniem przejechania dłonią po jego włosach. Chciałam wtopić swoje palce w te ciemne fale. Sprawdzić, czy są tak miękkie, na jakie wyglądały. Czułam męski, piżmowy zapach zmieszany z czymś jeszcze. Jakby lekki aromat. Świeży. Jak powietrze po burzy. Naładowany mocą. Moje piersi zrobiły się nabrzmiałe. Czułam, jak uciskają w materiał mojej bielizny. Mężczyzna na moich kolanach oparł czoło o moje udo. Oddychał głęboko. A ja czułam, jakbym w tej jednej chwili była naga. Chrząknął parę razy. Chyba nawet warknął. – To może trochę zaboleć. – jego głos stał się jeszcze bardziej ochrypły. Czyżby wyczuł moje podniecenie.

– Zrozumiałam. – wyszeptałam. Choć teraz nie myślałam o tym, co było wokół. Nagle gdzieś z oddali usłyszałam wycie. Mężczyzna przy mnie drgnął. A potem zaczął uderzać od dołu w wygięcia mojego auta. Czułam, jak moim nogom robi się luźniej. Ale i wzrastał ból. Syknęłam. Ale mężczyzna nie przestawał uderzać. Szybkim, zdecydowanym ruchem. Niczym maszyna. Ale w mojej głowie już były tylko obrazy jego nagiego ciała poruszającego się z taką samą precyzją tuż nade mną. Potrząsnęłam głową. Nie mogłam w takiej chwili o tym myśleć. Ale gdy złapał mnie za łydki i próbował wyciągnąć nogi, krzyknęłam.

Nim się spostrzegłam, byłam już w jego ramionach. Nogi miałam owinięte jakimś materiałem. Nie widziałam już auta. Czyżbym straciła przytomność? Widziałam kątem oka ciemne zabudowania. Kierowaliśmy się do opuszczonych blokowisk na skraju mojego Dystryktu. Głowa opadła na jego ramię. Znów czułam ten zapach i ogrom ciepła jego ciała. Zamknęłam oczy. Teraz i tak niewiele mogłam zrobić. I z jakiegoś powodu wiedziałam, że z nim będę bezpieczna. Kimkolwiek jest.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s